Przejdź do sklepu
Logo

Azyl - Recenzja

Niki Caro
Odradzane dla: Wielbicieli komedii  
Data recenzji:
Azyl

Polska historia opowiedziana językiem Hollywood

Historia o doktorze Janie Żabińskim, dyrektorze warszawskiego ZOO oraz jego żonie, Antoninie, którzy podczas wojny dali schronienie dziesiątkom Żydów w murach swojego ogrodu była gotową historią na scenariusz filmowy. Ta wzruszająca opowieść o miłości do bliźniego i chęci niesienia pomocy potrzebującym wtedy, gdy ludobójstwo było codziennością nie jest jednak powszechnie znana. Pozostaje więc nam, Polakom, w pierwszej kolejności podziękować Diane Ackerman.

Amerykańska pisarka w 2007 roku opublikowała książkę pt. The Zookeeper's Wife (polski przekład: Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo) opartą na pamiętnikach Antoniny Żabińskiej. To właśnie książka Ackerman stała się kanwą do stworzenia hollywoodzkiej produkcji, która wkrótce zadebiutuje na ekranach naszych kin. I chociaż szkoda, że to nie nasi rodacy opowiedzieli tę historię to jednak dobrze się stało, bowiem twórcy filmu zadbali o wiele istotnych szczegółów, zachowując jednocześnie dystans do kwestii mniej istotnych, odkładając na bok choćby wątek miłosny. Nie chcę przez to powiedzieć, że na miłość w czasach wojny nie było miejsca (wręcz przeciwnie!), ale chyba pamiętacie, co się stało w Mieście 44’?. I właśnie o to mi chodziło ;)

Jan Żabiński funkcję dyrektora Ogrodu Zoologicznego pełnij od 1929 roku. Wraz z żoną Antoniną, która była również jego najbliższą współpracowniczką i znakomitą opiekunką zwierząt wspólnie przyczynili się do tego, że Warszawskie Zoo było wówczas uważane za jedno z najlepszych w Europie. Wśród licznych sukcesów można wymienić przyjście na świat w 1937 roku słonicy Tuzinki - 12. słonia urodzonego w niewoli, ulubienicy odwiedzających. Zgodni małżonkowie wraz z synem Rysiem zamieszkiwali w willi położonej na terenie zoo, co pozwalało im być bliżej zwierząt oraz zapewnić im należytą opiekę.

Zoologiczna sielanka wkrótce jednak została zburzona… Jesienią 1939 roku warszawskie zoo zostało zbombardowane. Część zwierząt zginęła, niektóre uciekły, a inne… zjedzono podczas oblężenia. Najcenniejsze z ocalałych gatunków Niemcy wywieźli do innych ogrodów, a część niemieccy oficerowie zastrzelili podczas rozrywkowego polowania na Sylwestra 1940 roku.

To jednak igła w stogu siana, biorąc pod uwagę całe zło, na jakie Niemcy skazali polski naród oraz dramat jaki rozegrał się w żydowskim getcie. Żabińscy wymyślili jednak sposób, który pozwolił im uratować kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset niewinnych istnień, wykorzystując do tego opustoszałe po utracie zwierząt zoo, ryzykując własne życie, a wszystko to pod nosem nic nie podejrzewających Niemców. Wśród ocalonych znaleźli się m.in. rzeźbiarka Magdalena Gross i jej mąż, prawnik Maurycy Fraenkel, pisarka Rachela Auerbach czy Leonia i Irena Tenenbaum, żona i córka zmarłego w getcie entomologa Szymona Tenenbauma. Nie był to jednak azyl dla elity – znalazły się również miejsca dla wielu ubogich Żydów.

Główne role w Azylu po mistrzowsku zagrali Jessica Chastain oraz Johan Heldenbergh. Towarzyszyli im m.in. również doskonali Daniel Brühl, Michael McElhatton oraz Timothy Radford. I chociaż z początku martwiłam się, że w polskiej historii nie usłyszę naszego pięknego języka, to moje wątpliwości szybko zostały rozwiane. W całej produkcji, za której kamerą stanęła Niki Caro (Jeździec wielorybów) nie znajdziecie kadru pozbawionego polskości. Słychać nie tylko pojedyncze polskie słowa i zwroty, ale także można dostrzec polskie plakaty na słupach ogłoszeniowych czy nazwy „Kredki ołówkowe” oraz „Ogród zoologiczny” w stosownych miejscach. Niby rzecz oczywista, ale założę się, że już nie jeden o takich szczegółach zapomniał. A detale to coś, co tworzy ten wzruszający obraz – uszanowano nie tylko fakty historyczne, ale zupełne niuanse, jak np. to, że pani Żabińska miała słabość do pewnego „psiego” borsuka (gorąco zachęcam do niezwykłej lektury książki Antoniny Żabińskiej - Ludzie i zwierzęta).

Zupełnie na końcu również głos uznania za wspaniałą kreację nie tylko bohaterów, ale i miejsc. Choć jest mi nieco przykro, że film kręcono w Pradze w Czechach, a nie w Warszawie… Całość jednak prezentuje się naprawdę dobrze, kreśląc tę historię tak, jak wydarzyła się naprawdę. Ogromnie polecam, bo dawno żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia.


Aleksandra Drawska

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij