Przejdź do sklepu
Logo

Jestem zemstą - Recenzja

Chuck Russell
Polecane dla: Fanów szybkiej akcji
Odradzane dla: Fanów dobrego dramatu  
Data recenzji:
Recenzent: Łukasz Radecki
Jestem zemstą

Sensacyjny średniak na DVD

John Travolta w swojej karierze zaliczył spektakularne wzloty i upadki. Niestety, od kilku lat znajduje się raczej na dnie filmowego biznesu, a jego najnowsza produkcja, właśnie wydana przez Monolith Films ewidentnie to potwierdza. Fabuła prosta jak konstrukcja cepa nawiązuje do modnych ostatnimi czasy produkcji z lat 80-tych ubiegłego wieku. W zasadzie nie ma w tym nic złego, bo przecież lubimy najbardziej to, co już znamy, sentyment też robi swoje. Poza tym wielokrotnie okazywało się, że właśnie takie retro wycieczki potrafią w dobrych rękach zaowocować co najmniej dobrym filmem (vide Nice Boys). Niestety, ani reżyser Chuck Russell, ani scenarzysta Paul Sloan nie bardzo wiedzieli, co zrobić ze swoim dziełem, licząc chyba, że jedynie nazwisko Travolty udźwignie całą produkcję. Celowo mówię nazwisko – bo i sam John jakoś nie bardzo daje sobie radę, jakby w myśl zasady – „i tak się nie uda, ani im, ani mnie”...

O czym więc jest owa sensacyjna historia? O tym, co wielokrotnie już widzieliśmy w każdej możliwej wersji i mutacji. Oto Stanley Hill zostaje wraz z żoną napadnięty w podziemnym garażu. Kobieta umiera na rękach mężczyzny, a ten wkrótce odkrywa, że to nie był przypadek. A skoro policja nie potrafi nic zdziałać, wtedy Stanley, będący oczywiście byłym specjalistą od rozwałki, wyciąga ze schowka broń i postanawia zrobić porządek z mafią i skorumpowanymi politykami.

Nie oczekuję od filmów tego typu skomplikowanej fabuły, co więcej, rozumiem ideę eskapizmu, którą oferują, pozwalając odmóżdżyć się po ciężkim dniu. I od tego filmu nie oczekiwałem też więcej niż dostałem – schematycznej fabuły, niskiego budżetu i drętwych dialogów, które w gruncie rzeczy były tylko pretekstem do kilku kopniaków i strzelanin pojawiających się na ekranie. Tym razem ukłon w stronę akcyjniaków z lat 80-tych okazał się zbyt niski i całość wylądowała w okolicach bardzo przeciętnych produkcji, jakie kiedyś z namiętnością nadawał TV3, a teraz czyni to późnymi wieczorami TV4. Powtarzam, nie ma w tym nic złego, dla wszystkiego jest miejsce w przyrodzie, nawet dla słabych filmów sensacyjnych klasy D. Szkoda tylko, że obserwujemy tutaj upadek niegdysiejszej gwiazdy kina, tym bardziej, że Travolta przejął tę rolę po kolejnym upadłym – Nicholasie Cage'u, który odrzucił rolę tuż przed rozpoczęciem zdjęć. I niestety widać, że John nie za bardzo się w tym wszystkim odnajduje, ma świadomość „w czym” przyszło mu grać. Dlatego też całe show kradnie mu pojawiający się epizodycznie Christopher Meloni. Jego wejścia udowadniają, że przy odpowiednim podejściu nawet z tak małym budżetem można by było zrobić z tego filmu coś więcej niż tylko średniaka na DVD.

Przykro patrzeć, jak legendy kończą swoje kariery. I nie mówię tylko o Travolcie. Chuck Russell to facet, który odpowiadał za Bloba, Koszmar z ulicy wiązów 3, a przede wszystkim Maskę (tak, tę z Careyem) i Egzekutora. Potencjał więc był, co udowodnił Meloni. Szkoda, że zabrakło w tym wszystkim pasji. Albo chociaż obiecywanego w oryginalnym tytule gniewu.


Łukasz Radecki

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij