Przejdź do sklepu
Logo

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1 - Recenzja

Francis Lawrence
Polecane dla:
Odradzane dla:
Data recenzji:
Recenzent: Łucja Wczugo
Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1

Czy igrająca z ogniem wreszcie się doigra?

Obejrzenie pierwszej części Igrzysk śmierci było dla mnie impulsem do przeczytania trylogii o tym samym tytule, która już kilka lat przed premierą kinową zbierała bardzo pozytywne recenzje. Od tamtego czasu pokochałam Katniss Everdeen (tę papierową i ekranową) i jej rozterki całym sercem. Z tego powodu w 2013 roku wybrałam się na seans W pierścieniu ognia, a tydzień temu uzbrojona w lekki niepokój zobaczyłam pierwszą część trzeciej części, czyli Kosogłosa. Mimo pozytywnych wrażeń, jakie wywołała we mnie ekranizacja drugiego tomu to jednak mnogość komentarzy widzów rozczarowanych Kosogłosem błyskawicznie wygenerowała u mnie sceptyczne nastawienie, w ogólnym rozrachunku niesłuszne. Wydaje mi się bowiem, że produkcja ta rozczarowała głównie tych, którzy książki nie czytali (albo tych, którym wcześniejsze ekranizacje nie podobały się wcale). Wszak czytelnicy powinni spodziewać się całkowitej odmienności, jaką prezentuje tom trzeci. A skoro producenci postanowili go podzielić... Szczerze? Mogło być gorzej. 

Katniss Everdeen została uratowana z Areny. Głodowe Igrzyska zostały nieoczekiwanie przerwane. Nie wiadomo co stało się z Peetą, a nasza bohaterka trafiła do Dystryktu Trzynastego, który wbrew powszechnej opinii istnieje, tyle że ukryty przed wścibskimi oczami Kapitolu pod ziemią. Trzynastka ma własną władzę, która mało subtelnie próbuje zmienić oszołomioną po niedawnych wydarzeniach dziewczynę w dojrzałą i pewną siebie kobietę, która ma stać się pełnoprawnym symbolem budzącej się w całym Panem rewolucji. Jednak myśli Katniss dalekie są od walk i budowania nowego świata, bowiem uciekają ku jednej osobie... 
 

Pierwsza część Kosogłosa może wydawać się nudna. Wszystkie te delikatne próby ukazania manipulacji rządzących, puszczanie delikatnych sugestii względem miejsca zajmowanego w tym wszystkim przez bohaterkę oraz innych trybutów czy rozciągnięcie do granic możliwości akcji, której nie ma zbyt wiele nawet w pierwszej połowie książki, daje rządnym sensacji widzom mało spektakularny obraz, bo przecież twórcy zdążyli już przyzwyczaić ich do tego, że na ekranie wciąż coś powinno się dziać. Moim zdaniem wszystko, co wcześniej napisałam składa się co prawda na film spokojny, ale w pewien sposób przemyślany. Pomimo tego, że Hollywood postanowiło dać sobie dodatkową szansę na zarobek to jednak twórcy nie potraktowali fanów serii jak 'głupków'. Postarali się, aby zaprezentowany obraz cieszył oczy i był sensowny. Ujęcia są ciekawe, ruiny dystryktów realistyczne, a ścieżka dźwiękowa doskonale oddaje żałobny nastrój całości – piosenka śpiewana przez odtwórczynie głównej roli brzmi bardzo klimatycznie i surowo. Być może jest trochę zbyt patetycznie, czasem nieco ckliwie, no i nikt nie powinien mieć już wątpliwości, w którym kierunku rwie się serce dziewczyny igrającej z ogniem, ale w zasadzie wszystko to kupuję. Bo kiedy trafia mi się całkiem dobry film, czy też w tym przypadku dobra kontynuacja, wolę nie szukać dziury w całym i przymknąć oko na niektóre mankamenty po to, by pozwolić sobie na odrobinę rozrywki. Wszak nigdy nie wiesz czy kiedyś znów nie trafisz w kinie na fabularny gniot typu Elizjum lub Lucy.
 

Łucja Wczugo

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij