Przejdź do sklepu
Logo

Nie ma mowy! - Recenzja

Sean Mewshaw
Odradzane dla: Fanów dobrego dramatu  
Data recenzji:
Nie ma mowy!

Piękna muzyka, niezwykłe krajobrazy, słaba historia

Jaka jest różnica między żałobą a kultem? Nie pytajcie o to Hannah, bohaterki nowego filmu Nie ma mowy!. Kobieta żyje w ogromnym domu nad rzeką, pośród swoich wspomnień o zmarłym mężu, Hunterze Milesie. Otoczona przedmiotami, które przypominają jej muzyka, z którym dzieliła życie, próbuje napisać jego biografię. Jak się jednak okazuje, nie ona jedyna.

W zimnym, przesiąkniętym brakiem słońca Maine, pojawia się Andrew, młody doktor amerykanistyki, wykładowca uniwersytetu Hofstra. Jego cel jest prosty, chce porozmawiać z Hannah, poznać mężczyznę jej oczami. Kobieta, początkowo nastawiona wrogo, złośliwie utrudnia mężczyźnie zadanie. Uważa, że ma ona monopol na wspomnienia o Hunterze.  Jednak w końcu zdaje sobie sprawę, że być może, łatwiej to zrobić z pewnej perspektywy. Czy jednak na pewno Andrew chce go pokazać jako pełnego chęci do życia i tworzenia artysty, który zginął w nieszczęśliwym wypadku?

Nie ma mowy! to produkcja, która tylko w połowie nadaje się do Hollywood. W rolach głównych Rebecca Hall oraz Jason Sudeikis. Obok nich także Blythe Danner oraz Joe Manganiello. Nazwiska rozpoznawalne, choć niewyskakujące z każdej reklamy lub brukowca, co warto uznać za atut filmu.

Poza tym, można uznać, że obraz to pewnego rodzaju próba wyjścia poza typowy gatunek komedii romantycznej. Nie ma tutaj nagości, opalonych ciał, głośnej muzyki, imprez na dachach wieżowców. Obrazy pokazane w filmie, dobrano tak, żeby oddać spokój a zarazem dzikość miejsca, w którym powstały piękne, piosenki Huntera Milesa. Długie kadry na jeziora, lasy, czy po prostu zniszczone drogi. Nikt tutaj nie udaje, że wielkanoc to słońce i upały. Maine to raczej miejsce, gdzie roztopy trwają znacznie dłużej niż powinny. Obrazy w połączeniu z muzyką melancholijną, przedstawianą jako utwory Huntera, to klimat sam w sobie.

Pojawia się w filmie pytanie, o to jak zginął muzyk. Jednak to tylko wątek poboczny. Choć być może aż za bardzo pozostawiony w obszarze domysłów widza. Założenie, że którąkolwiek wersje się przyjmie, będzie pasować. A jednak do końca oczekujemy, że Hannah, mimo ogromnej tęsknoty i bólu po utracie, będzie chciała zrozumieć, co tak naprawdę się stało.

Jest to opowieść o żałobie, którą porównuje się do ogromnego ciężaru. Takiego, który przygniata, który nie pozwala wstać z łożka, otworzyć szafę i ubrać się. I tak jest. A jednak na końcu wygląda to trochę tak jakby ktoś chciał uratować wątek romantyzmu i dać trochę szczęścia Hannah, która została z mnóstwem niewykorzystanej miłości do zmarłego Huntera. Szkoda, bo po dobrej godzinie, przychodzi ostatnie 15 minut, które ma się ochotę przewinąć do końca w przyspieszonym tempie.


Katarzyna Porowska
 

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij