Przejdź do sklepu
Logo

Tarzan: Legenda - Recenzja

David Yates
Polecane dla: Żądnych przygód
Odradzane dla: Fanów kosmosu  
Data recenzji:
Tarzan: Legenda

Nietypowy Tarzan...

The Legend of Tarzanto przygodowa produkcja USA, której reżyserem był David Yates. Czy Wam się spodoba, czy nie to zależy tylko i wyłącznie od tego jak podchodzicie do strawy ról aktorów. Nie da się ukryć, że w moim świecie filmowym - horrory i wampiry to codzienność. Alexander Skarsgårdznany mi osobiście z serialu Czysta Krew tym razem wciela się w rolę Tarzana. Margot Robbiegra piękną Jane. I oczywiście dobrze nam znana opowieść o chłopcu, którego znalazły małpy. Relacje nawiązane przez lata owocują w przyszłych zdarzeniach, ale fabuły nie będę Wam zdradzała.



Skupię się tylko i wyłącznie na pracy aktorów oraz akcji filmu. O dziwo byłam zaskoczona, że tak dobry "materiał" na film wlecze się z minuty na minutę. Nie łatwo się ogląda filmy, które usypiają widza, a w ciągu trzech minut akcji doprowadzają go do obłędu. Pozytywnego obłędu. Gdyby nie budowanie, dość długie budowanie całej fabuły, film sprzedałby się sam i to bardzo dobrze. Główne akcje są dopracowane i bardzo dobrze się je ogląda. Perfekcja każdego detalu pobudza kubki smakowe widza. Z tego też powodu mogę Wam ten film polecić, jednak musicie nastawić się na mały zawód, niedosyt. 
Główny bohater przedstawiony jako umięśniony, posągowy władca lasów, mało określa relację pomiędzy postaciami. Nie mamy tu do czynienia z bajkową wersją słodkiego chłopca i młodego zakochanego mężczyzny. Widzimy tu władczego, pewnego siebie, ale zamkniętego w sobie, wyrośniętego dzikusa. Odrobina cywilizacji, jaką mu dano nie pomaga w dalszym odbiorze. Osobiście najbardziej naszego Tarzana lubię za ostatnią, główną scenę, która ukazuje zdobyte przez niego umiejętności.

Postęp kinematografii oraz stylizacja bohaterów jest tu dobrze widoczna i podkreślona. Wszelkie blizny czy rany powstałe w wyniku każdej akcji są określone i „noszone” przez bohaterów z godnością. W realnym świecie nie chciałabym spotkać tak dobrze ucharakteryzowanej postaci. Wszelkie detale podnoszą ocenę filmu. Jednak mimo tych wszystkich plusów, jak już wspomniałam, mamy do czynienia z amplitudą czasową. Brak prostych akcji i przyśpieszających fabułę scen. Mamy tu do czynienia na przemian z długimi usypiaczami i wielkimi wybuchami dobrych kadrów. Większość widzów nie zwraca na takie czasowe wstrzymywacze uwagi, jednak dla mnie jest to widoczne. Oczywiście ile ludzi na świecie tyle opinii, jednak w mojej ocenie dobra fabuła oraz znakomita praca zostały pogrążone przez rozwój poszczególnych scen. Poboczne wątki oraz drugoplanowi bohaterowie zdecydowanie spowalniali całość. Seans przypadnie do gustu głównie tym, którzy lubiądługie oczekiwanie na zapierającą dech w piersiach scenę. Zwolennikom dobrej akcji polecam zaopatrzyć się w przekąski ;)

Czy polecam Wam ten film? Zdecydowanie tak. Ale dlaczego skoro większość powyższego tekstu wskazuję na potoczną nudę? Dla samych aktorów. Znajdziemy tu rewelacyjnie grającego Djimon’a Hounsouczy Christoph’a Waltz'a, którzy w swoich scenach pokazują, jak różnoraki może być aktor i grany przez nich bohater. Ich mimika twarzy czy detaliczne ruchy ciała wprowadzają takiego wyjadacza filmowego jak ja w inny świat. Jeśli to była wyuczona gra – duże brawa za takie szczegóły, jeśli wieloletnia praca – świadczy tylko o tym, jak dobrymi aktorami są. Nie mogę jednoznacznie określić gry Margot Robbie, gdyż osobiście jej nie lubię. Jest dla mnie przesłodzona, ale do tej roli idealnie pasowała. W swoich „dzikich” scenach moim zdaniem się nie odnalazła. Brakowało mi tu agresywnej i wojowniczej mimiki twarzy, tym bardziej, że po Legionie samobójców wiemy, że aktorka potrafi dać z siebie wiele. Może tym razem nie wiedziała jak dobrze, a nie rozpaczliwie zagrać wrażliwą, a zarazem wojowniczą Jane?

Na zakończenie dodam, iż wszelkie detale, zwierzęta oraz krajobrazy są dopracowane. Te trzy aspekty budują całość filmu, co sprawia, że wiemy gdzie i kiedy jesteśmy. Nie mamy tu żadnych negatywnych odczuć, całość ogląda się z wielką przyjemnością. Same małpy mogą dorównać tym z Planety Małp. W kilku zbliżeniach widać, iż są to komputerowe postacie, brakuje im odrobiny dzikości. Nie jestem znawcą zwierząt, ale moim zdaniem są one typowo stworzone przez człowieka, przedstawione jako złe, waleczne. 


Barbara Jabłońska-Cymara

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij