Przejdź do sklepu
Logo

Alvethor. Pandemia - Recenzja

Magdalena Kałużyńska
Polecane dla: Fanów horrorów
Odradzane dla: Wielbicielek Harlequina  
Data recenzji:
Alvethor. Pandemia

Horror dla wymagających.

Alvethor. Pandemia to drugi tom cyklu Alvethor uznanej pisarki grozy - Magdaleny Kałużyńskiej.

I choć nowa książka znacząco różni się od pierwszej części, nie zmienia to faktu, że autorka konsekwentnie realizuje swoją koncepcję fabularną, sięgając po coraz to nowe środki wyrazu. I wynosząc horror na wyższy - niż na co dzień spotykamy - poziom.

 

Alvethor. Pandemia to ścisła kontynuacja powieści Alvethor. Białe miejsce i dla zrozumienia całej historii nie sposób nie czytać ich chronologicznie. Znajomość pierwszej części jest niezbędna dla poznania pełnego obrazu fabuły. Pierwszy tom w sposób znakomity wykreował tajemnicę, obfitując jednocześnie w makabryczne sceny i odpowiednio mroczną atmosferę. Tom drugi rzuca nas w wir tytułowej pandemii, gdzie tajemnica staje się rodzajem apokalipsy, nad którą nikt już zapanować nie jest zdolny. Niewątpliwie zmieniła się dynamika narracji - i szczerze przyznam, że miałem z nią pewien problem na początku, gdyż zbyt mocno tkwiła mi w pamięci narracja z pierwszego tomu. Jednak kiedy sięgnąłem po Pandemię ponownie, dałem się ponieść niesamowitemu dynamizmowi - a co za tym idzie - sile wyrazu tej książki.

Owszem, to nie jest lektura łatwa. To pozycja, która wymaga skupienia i uwagi. To nie frywolne, momentami krwawe, momentami rozerotyzowane czytadełko, jakich mnóstwo znajdziemy na horrorowym rynku. To coś więcej. To powieść nie tylko z intrygującą, żywiołową historią, ale też książka napisana znakomitym stylem. Naturalnie brzmiące dialogi, niesamowite tempo akcji - to wszystko składa się na jedną z lepszych powieści grozy tego roku. Kałużyńska to pisarka bezkompromisowa, nie bierze jeńców, nie bawi się w półśrodki. U niej makabra i hektolitry krwi przelewane na kartach powieści mają mocne i sensowne umotywowanie w fabule, a nie są epatowaniem przemocą dla samej przemocy. I to chyba największy plus.

Historia jest mocno zagmatwana, ale też nowatorsko ujmująca konwencję slashera, gdzie znajdziemy drugie - a może i trzecie? - dno, a przemoc o krew w powieści nie są celem samym w sobie, ale naturtalną konsekwencją zdarzeń, jakie w powieści następują.

Nie chcąc zdradzać zbyt wiele fabuły, nie moge przybliżyć Wam bardziej historii z Alvethora. Pandemii. Zwłaszcza tym, którzy nie czytali części pierwszej zepsułbym przyjemność z odkrywania tej opowieści od początku. Powiem więc tylko, że jeśli szukacie mocnego, krawego horroru sf, ocierającego się o slasher, dodatkowo ze świetną warstwa dialogów i napisanego znakomitym, dynamicznym stylem - to śmiało możecie sięgnąć po ten cykl.

Alvethor Pandemia sięga dalej, niż poprzedzający ją tom, próbuje mierzyć się ( z powodzeniem) z nowymi środkami wyrazu i mocno zaczyna przypominać narrację filmową, gdzie dialog narzuca tempo. Znaczna część powieści pozbawiona jest szerszej warstwy opisowej ( o czym na początku wspominałem), jednak po zastanowieniu nie uznaję tego za wadę. Faktycznie taki sposób narracji dialogowej, minimalistyczny, surowy wręcz sprawia, że książka nabiera nie tylko paranoicznej atmosfery, którą oddziałuje na czytelnika, ale też szaleńczego tempa, które sprawnie określił w swojej recenzji Krzysztof „Korsarz” Biliński z Misterium Grozy - strumień świadomości. To doskonały zwrot określający specyfikę formy w Alvethorze. Pandemii.

 

Pandemia to staranne rozwinięcie pomysłu z pierwszego tomu. Kontynuacja szalonej wizji o tajemniczej, ale i makabrycznej inwazji na Ziemię. Inwazji niebezpośredniaj, utajonej, inwazji, która w opisach zdaje się przypominać majaczenie szaleńca... Ale staje się faktem, do tego obejmuje goraczką „zaginięć” cały świat. Nikt bezpieczny czuć się nie może, władze i służby są bezradne, a spirala tajemicy i przemocy nakręca się coraz bardziej...

Zaintrygowałem Was? To dobrze, bo Alvethor zdaje się być kamieniem milowym w polskiej grozie. Po pierwsze oparty na orginalnym, nieszablonowym pomysle umiejętnie sięga po - zdawałoby się - ograne schematy horrorowe, by transformować je na potrzeby opowieści w coś nowego i swieżego. Po drugie jest to cykl oparty na solidnej podwalinie naukowej, co jednocześnie nie przeszkadza mu zachować dynamicznego, nieprzesadnie naukowego stylu narracji. Po trzecie to historia z tajemnicą, powoli, acz konsekwentnie odkrywana w kolejnych tomach przez autorkę. Z jednej z moich rozmów z Magdą Kałużyńską wiem, że założeniem autorki było nadanie innego tonu narracji, innej dynamiki dla każdej cześci. Po dwóch pierwszych tomach mogę śmiało stwierdzić, że zabieg ten się udał, czyniąc z Alvethora - zarówno Białego miejsca, jak i omawianej tu Pandemii - nie trywialne, pulpowe czytadło, ale pełnokrwista powieść grozy. Owszem, mocno zakorzeniona w horrorowej pulpie, ale o wiele spójniejsza wewnętrznie i napisana niezmiennie dobrym stylem.

Panie i panowie, kto z Was ceni sobie horror dla wymagających i nie zadowala się byle czym, powinien sięgnąć po powieści Kałużyńskiej. Autorka z książki na książkę nie tylko nie obniża poziomu, ale też odświeża konwencję grozy. Szuka nowych ścieżek i rozwija jeden z najciekawszych literacko - a ostatnio coraz bardziej spłycany przez tandentą trywialność swoich tworów - gatunek.

Polecam wszystkim którzy lubują się w mocnej i krwawej, ale utrzymanej niezmiennie na wysokim poziomie, literaturze.

 

Zobacz

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij