Przejdź do sklepu
Logo

Bura i szał - Recenzja

Aleksandra Zielińska
Odradzane dla: Miłośników lekkiej literatury  
Data recenzji:
Bura i szał

Aleksandra Zielińska bezdyskusyjnie udowadnia, że literacki panteon jest dla niej

Miło jest patrzeć, jak rodzi się talent. A Aleksandra Zielińska, która w dwa lata temu debiutowała powieścią Przypadek Alicji ( W.A.B. 2014) swoją nową powieścią Bura i szał (W.A.B. 2016) potwierdza, że ta opinia względem jej twórczości jest jak najbardziej zasłużona.

Bura i szał to opowieść o szaleństwie. Ale takim pokazanym od środka, oczami samej chorej - tytułowej Burej. To na wskroś emocjonalna opowieść nie tylko o mierzeniu się z chorobą, nie tylko o stertach szeleszczących blistrów z lekami, ale też - a może przede wszystkim - o ludzkiej niechęci, ostracyźmie i potępieniu na wyrost, bez próby nawet pobieżnego zrozumienia.

To gorzka pigułka dla nas wszystkich, bowiem realistycznie opowiedziana historia wystawia bardzo surowe świadectwo nam samym - społeczeństwu, które tak łatwo potrafi piętnować, z taką lubością szufladkować i odrzucać poza margines wszystko (i wszystkich), co nie mieści się w naszym szablonie „normalności”. I nie sugeruję tu - rzecz jasna - że Bura, bohaterka książki Zielińskiej, to osoba zdrowa, choć niezrozumiana. Nie, ona sama otwarcie przyznaje się do swej choroby, ona dzielnie znosi ją, godzi się z nią - nie mając wyboru, to taka bezradna akceptacja nieuchronnego. Jednak cierpi nie tylko przez chorobę, ale i przez toksyczne relacje rodzinne, przez postępowanie praktycznie każdego, kto ja otacza, z kim się styka, z kim wiążą ją jakieś relacje. Jest w Burej gniew, jest frustracja i chęć buntu, destrukcji. Ale jest też bezbrzeżny smutek, bijący z kart tej powieści, z każdego słowa przez Burą wypowiadanego. I chyba to właśnie stanowi o istocie tej książki, o jej pięknie. Ten smutek przeraźliwy, wyłażący spomiędzy zdań, wkradający się nam - czytającym - pod powieki, byśmy nie zapomnieli o nim, czuli go jeszcze długo po tym, jak zamkniemy książkę, jak skończymy czytać.

Świat kreaowany przez Zielińską jest szary, brudny, nieprzyjazny. Tak było w pierwszej powieści, tak jest i w drugiej, a tu chyba jeszcze bardziej, bowiem więcej dowiadujemy się o mieszkańcach tego zamieszkanego przez Burą świata. Wieś w powieści nie jest swojska, przaśna, sielankowa. To miejsce niespełnionych ambicji, duszących pragnień i marzeń ograniczonych przez łącze do internetu - okno na wielki świat - i kostkę domu wymurowanego tuż obok pruchniejącej chaty rodziców. To smutny obraz zaściankowości, gdzie ludzie nie potrafią oczekiwać, nie potrafią szukać dla siebie innej ścieżki, niż ta w przeszłość. Lub co najwyżej z domu do Kościoła, bo gdzie mieliby iść, skoro wielki świat jest za wielki, za szary, za nieprzyjazny. A ich miejsce jest tu, na ziemi przodków, w małym mikrokosmosie, znanym na wskroś, bezpiecznym, bo niczym nie potrafiącym zaskoczyć. I tu, w takim miejscu nie ma przecież miejsca dla Burej - anomalii. Zmiennej, nieprzewidywalnej, szalonej. Polska wieś w oczach Zielińskiej to miejsce zagubione i nieprzyjazne dla każdego, kto nie jest jej częścią, kto nie jest w niej zakorzeniony, całkiem w nią wrośnięty. Widać to po siostrze Burej, której szczytem marzeń było męża znaleźć i zostać na gospodarstwie. By władać na nim żelazną reką, by dzierżyć niepodzielną władzę, której nikt niech nie śmie podważać. I po jej mężu, który nie czeka na nic, tylko na wieczory, kiedy może ukradkiem pooglądać porno w internecie, kiedy już wypełni wszystkie obowiązki i nie musi robić nic więcej, nic więcej się od niego nie wymaga. Jednak i miastu obrywa się mocno, z jego pędęm za nowoczesnością, za dopasowaniem, za pogonią do przynależności. Za to usilne, wyniosłe odcinanie się od korzeni, bo przecież nie po to tyle lat zaciskało się zęby na studiach, nie po to wstydziło się ojca, co z wałówką z domu przyjeżdżał, by teraz ktoś otwarcie i bezczelnie przeszłość i pochodzenie przypominał, skoro jest szanowany zawód, jest dom w śródmieściu i piekna żona i dzieci, jak z obrazka. Miasto Zielińskiej nie jest przyjazne, nie jest dobre. Na równi - a może i bardziej - krzywdzi. Swoją obcością, swoją ignorancją Burej, jako jednostki. Bo kim jest Bura w wielkim Krakowie? Nikim, pyłem, szarą myszą, której nikt nie zauważa, bo i zauważać nie chce.

Powieść Zielińskiej to nie książka dla każdego. Jeśli cieszą Was romantyczne uniesienia literackich bohaterów, jeśli lubicie wartką akcję i kolorowe postaci, to lepiej po Burą i szał nie sięgajcie. Ale jeśli chcecie poznać kilka prawd o świecie, o was samych, o tym, jak wiele w nas wad - to zapraszam. Nie będzie łatwo, bo z powieści autorki Przypadku Alicji płyną gorzkie wnioski i surowe oceny. Ale to lekcja, którą warto mieć odrobioną.

Aleksandra Zielińska doskonale panuje nad słowem. Opanowała mroczną poetykę pisania, jaka dotychczas dostępna była w naszym kraju nielicznym autorom. Najbliżej jej stylistycznie do Małeckiego, choć może nie z czasów Dygotu, bo w nim jest - mimo wszystko - więcej ciepła, więcej radości, a u Zielińskiej tylko smutek i ból - ale jednak. Pisarka drugą powieścią udowadnia bezdyskusyjnie, że literacki panteon jest dla niej i dołącza do tych - już uznanych, jak wspomniany Małecki, Orbitowski, Szostak. Dołącza zupełnie zasłużenie.


Mariusz "Orzeł" Wojteczek
 

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij