Przejdź do sklepu
Logo

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu - Recenzja

Anna Lange Kup u nas
Polecane dla: Miłośników fantasy
Odradzane dla: Miłośników książek sensacyjnych  
Data recenzji:
Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu

Powieść, którą możemy przyrównać do smakowitej uczty, na której jednak zabrakło deseru

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu to znakomity przykład powieści napisanej z rozmachem i staranną kreacją przedstawionego świata, w którym magia jest częścią rzeczywistości. 

Wiele osób przejawia zdolności magiczne, ma potencjał, lecz często nie umie go wykorzystać bądź nie szkoli się w tym kierunku. Jednak magiczne predyspozycje niektórych obywateli nie tylko potrafią dawać korzyści, ale też - niejednokrotnie - przysparzać kłopotów. I mogą być wykorzystywane przy popełnianiu przestępstw. Stąd koncept - nawet dla powieściowej wersji Londynu - mocno kontrowersyjny, ale z zastrzeżeniami i nieufnie akceptowany. Scotland Yard doczekał się Wydziału Spraw Magicznych, na którego czele staje krnąbrny, ale i zbyt moralny były oficer brytyjskiej armii John Dobson. Do zespołu wkrótce dołącza znajomy z lat szkolnych Dobsona, drugi syn zmarłego hrabiego Bedford - Clovis LaFay. Londyn zyskał twardych zawodników w walce z magiczną przestępczością.

Powieść Anny Lange to debiut - choć trudno w to uwierzyć przy lekturze. Książka napisana z rozmachem, wspaniale wykreowuje świat, gdzie wiktoriańska epoka miesza się z magią w wielu odsłonach. Środowisko zamożnych mieszczan, arystokracji oraz uboższych warstw społecznych opisane są ze swadą i w sposób bardzo plastyczny, co daje nam przekonującą wizję świata. Anna Lange - na podbudowie wiktoriańskiego społeczeństwa podejmuje problematykę emancypacji kobiet (ich dostęp do nauki magii jest mocno ograniczony, do podstaw magii leczniczej), jednak ani na chwilę nie odstepując od estetyki solidnej powieści przygodowej. Mamy tu wiele wątków obyczajowych, wątek miłosny, ale też magiczne potyczki, gadające czaszki i tajemnicze morderstwa dzieci, w których oskarżycielami stają się duchy samych ofiar.

Tytułowa postać Clovisa LaFay to bardzo ciekawa kreacja maga mierzącego się z paranormalną przestępczością. Jednak daleko mu do takich bohaterów, jak butcherowski Dresden czy Felix Castor z powieści Mike'a Careya. Młodszy LaFay nie ma w sobie krzty z tamtych cynicznych, twardych, pozornie zgorzkniałych, a w środku miękkich jak podgrzany wosk detektywów, doskonale wpisujących się w tendencyjną rolę detektywa, utrwalaną przez popkulturę od czasów Casablanki.

Clovis LaFay to nieudacznik, niewyrośnięty, zahukany przez toksyczną rodzinę, wstydzący się swego pochodzenia, gardzący tytułem, przez który ma tylko problemy. Zepchnięty na środowiskowy margines swojej grupy społecznej i czasów, odnajduje się niespodziewanie w roli konsultanta i kompana wspomnianego Johna Dobsona, który werbuje go do Wydziału Spraw Magicznych. Blisko LaFayowi do pana Norrela z mistrzowskiej trylogii Susanny Clarke Jonathan Strange i pan Norrel, choć ten drugi miał o niebo większe mniemanie o sobie i cechowała go znacząco większa próżność, niż bohatera kreowanego przez Lange.

Powieść Anny Lange to w dużej mierze swoisty hołd złożony wspomnianej trylogii Clarke, bardzo mocno kojarzący się z jej klimatem. U obydwu magia wymaga zaklęć, doświadczenia, swoistych transkrypcji myśli na język magiczny, u obydwu brak przerysowanych czarnoksiężników, którym strumienie magii tryskają z palców. I choć u Clarke jest niewątpliwie monumentalna podbudowa historyczna, to i Lange nie ma się co wstydzić, bo stawiając na tło społeczne udało jej się wykreować arcyciekawą wizję wiktoriańskiego Londynu, który wydaje się na wskroś autentyczny. Na swój sposób, oczywiście. Jednak, co osłabia ocenę tej powieści to trywialna intryga, której rozwiązanie przeczuwamy wręcz od początku. Cóż, zwykle szwarccharakter okazuje się szwarccharakterem, jednak tutaj za mało było tajemnicy w głównej części historii, za mało zaskoczenia czeka nas w finale. Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu to powieść, kórą możemy przyrównać do smakowitej uczty, na której jednak zabrakło deseru.

Nie zmienia to faktu, że kreacja alternatywnego, przenikanego magią Londynu ma wielki potencjał i mam szczere nadzieje, że Clovis LaFay to dopiero początek i w kolejnych powieściach z tym bohaterem intryga bardziej nas zaskoczy.

Czego i sobie, i Państwu życzę.
 

Mariusz "Orzeł" Wojteczek

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij