Przejdź do sklepu
Logo

Inwazja - Recenzja

Wojtek Miłoszewski
Odradzane dla: Wielbicielek Harlequina  
Data recenzji:
Inwazja

Mroczny scenariusz dla Polski. Czy może się spełnić?

Wojtek Miłoszewski to nazwisko na rynku literackim w Polsce niby nowe, ale w pisaniu ma on już trochę doświadczenia. Tyle, że w scenariuszach seriali telewizyjnych. Ma na koncie m.in. całkiem niezły serial Wataha ( dla HBO Europe) oraz Prokurator ( dla TVP2). Za ten ostatni otrzymał zresztą Polską Nagrodę Filmową Orzeł za najlepszy scenariusz serialowy w 2015 roku. Więc kiedy - za uprzejmością Wydawnictwa W.A.B. - trafiła w moje ręce napisana przez Miłoszewskiego powieść Inwazja, byłem co najmniej zaciekawiony. Z jednej strony political fiction - jako gatunek - to niezwykle rozległy potencjał fabularny. Dywagacje nt tego, jak mogłyby się potoczyć losy państw, narodów, jeśli pewne decyzje polityczne, pewne globalne działania były by inne, niż znamy je z historii to szeroki wachlarz możliwości, ale jednocześnie ogromne wyzwanie. Z drugiej strony wprowadzenie wojny, jako elementu kluczowego dla rozwoju fabuły zmienia ów political fiction w historię militarną, a więc nacechowaną zupełnieinną dynamiką i potencjałem. W pewnym stopniu zabieg słuszny, bowiem urozmaica opowieść, z drugiej zaś trudny do udźwignięcia, bowiem wymaga od twórcy znajomości zupełnie innych stref tematycznych. Jeśli dołożymy do tego jeszcze wątek obyczajowy, to otrzymujemy mieszankę, która ma szansę stać się znakomitą opowieścią. Ale czy udało się to Miłoszewskiemu w Inwazji?

Miłoszewski sięga po scenariusz nie tylko dla Polski ponury ( i chyba najczarniejszy) - jakim jest wojna z Rosją w roli agresora - ale też w odczuciu wielu analityków nie tak całkiem nieprawdopodobny. Zważywszy na imperialistyczne zapędy rosyjskiego prezydenta, w połączeniu z agresywną i niechętną wobec NATO postawą Donalda Trumpa taki rozwój wydarzeń jest opcją, jaką, niestety, należy brać pod uwagę. Miłoszewski roztacza w swojej powieści wizję tytułowej inwazji wojsk rosyjskich, które wręcz rozjeżdżają nasz kraj, nasze linie obrony, w dodatku bezlitośnie eksterminując ludność cywilną.

U autora wojna to - słusznie zresztą - koszmar, śmierć i bezwzględność ludzi, kórzy stają w jej obliczu. Tu nie ma co liczyć na pomoc ze strony drugiego człowieka. Czasem strach, a często i zwykła ludzka podłość powodują zezwierzęcenie jednostek, których jedynym instynktem staje się ten przetrwania.

Miłoszewski prowadzi swoją opowieść kilkuwątkowo, śledząc działania nie tylko polskich oddziałów, zmagających się nieudolnie z ofensywą lepiej dozbrojonej i wyszkolonej armii rosyjskiej, ale też pokazując losy zwyczajnych ludzi, cywilów, którzy - w różnoraki sposób starają się radzić sobie w obliczu makabrycznych zdarzeń. I nie wszystkie ich działania zyskają naszą sympatię.

Powieść napisana jest prostym, rzeczowym stylem, gdzie z pewnością na uwagę zasługują fragmenty „militarne”. Mam wrażenie, że ze strony na stronę autor „uczył się” języka powieści, w miejsce tego znanego sobie z pracy nad scenariuszami. W drugiej części łatwiej mu skupić sie na emocjach i odczuciach bohaterów a także bardziej szczegółowo nakreślić tło zdarzeń. 

Z bohaterami - przynajmniej niektórymi - możemy się zżyć, identyfikować, związać emocjonalnie. Ci negatywni są na tyle dobrze nakreśleni, że zdają się być wiarygodni, poprzez swoje działania, a jednocześnie obrazują pewną mentalność wojennych hien, kórzy wykorzystają każdą okazję do zarobku.

Jedną postacią, której kreacja wydaje mi się niespójna, jest Zenon. Zbyt gwałtownie i drastycznie zmienia się jego oblicze, bym w te zmiany zawierzył i psuje to trochę jego całościowy odbiór. Jakby autor w połowie stwierdził, że przypisze mu zupełnie inną rolę. A szkoda, bo ta postać miała szansę na miano najciekawszej, najbardziej dwuznacznej w całej książce. Pozostali są wiarygodni, ale z drugiej strony nieco mało oryginalni. Ot, reprezentanci zróżnicowanych grup społecznych, mający dawać przekrojowy obraz cywilów w teatrze wojny. Wyszło to - owszem - sprawnie, ale tylko sprawnie. Nic ponadto.

W Inwazji największy zarzut mam do fragmentów najmocniej upolitycznionych. W tych miejscach całkiem dobra powieść wojenno - obyczajowa zmienia się w koszmarny, szczeniacki paszkwilek na obecną władzę. I to nie tylko naszą. Autor nie kryje swoich antypatii politycznych, o głowie państwa wyrażając się w sposób lekceważący i wg mnie nie przystający do funkcji. I już nawet nie w tym rzecz, czy ma on w swoich - surowych - ocenach rację. Bo ma. Rozchodzi się o formę. To tak, jakby Marcin Wolski ( którego twórczość  -czasami nie tak zaciekle upolitycznioną - naprawdę lubię) nagle zmienił front i przeszedł do opozycji. Spod jego pióra też mogły by wyjść tak kuriozalne i nieco niesmaczne fragmenty. Obrywa się przy okazji kanclerz Niemiec i prezydentowi USA - a tych Miłoszewski śmiało wymienia z nazwiska ( nie to, co polskich polityków, których miana pozostawia oczywistym domysłom czytelników). Te fragmenty uważam nie tylko za niepasujące do tonu całości powieści, ale też działające na jej szkodę. Negatywną ocenę restrukturyzacji armii, biernego stosunku NATO w obliczu zagrożenia i tym podobne kwestie uważam za scharakteryzowane trafnie, lecz nieumiejętnie, w formie wołającej o pomstę do nieba, przekazane. A szkoda.

Reasumując - powieść, kóra mogłaby być bardzo dobra, a jest tylko niezła. Czasem irytuje we fragmentach, czasem czyta się świetnie, porywając dynamiczną akcją i całkiem rzeczowym oddaniem działań wojennych. Owszem, kryje się w powieści tendencyjność - od ofiarnych, bohaterskich żołnierzy oręża polskiego po złych, demonicznych Rosjan, którzy aż kipią od narodowej nienawiści do nas i lubują się w znęcaniu nad ludnością cywilną. Brakło mi u Miłoszewskiego więcej dwuznaczności, pokazania stron konfliktu z perspektywy zarówno polskiego żołnierza ( tu jest dobrze, bez nadmiernego patosu, z wątpliwościami i rozterkami), ale też z punktu widzenia szeregowego sołdata, który nagle został uwikłany w wojnę na obcej ziemi, której zapewne nawet nie chce, ale wmanewrowały go w nią decyzje i imperialistyczne zapędy jego przywódców. Taki obraz były wiarygodniejszy, pełniejszy, bardziej emocjonalny. Doskwiera mi tu wyraźne wyodrębnienie kontrastowej czerni i bieli, zamiast całej gamy szarości.

Trochę zabrakło i zamiast znakomitej, futurystycznej opowieści wojennej mamy sprawną, dynamiczną, ale raczej przeciętną historię, która nie wyczerpała swojego potencjału do końca.

Zakończenie jest otwarte na tyle, że rodzi nadzieję na kontynuację - która mogłaby doszlifować braki Inwazji i wznieść historię Miłoszewskiego o kilka oczek oceny wyżej. Czy będzie? Czas pokaże. Jak wspomniałem - potencjał jest, więc może autor będzie skory, by go wykorzystać. Sam Miłoszewski zapowiada kolejny tom, jeśli książka spodoba się czytelnikom. A więc w Was, moi drodzy, cała nadzieja.

Mariusz "Orzeł" Wojteczek

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij