Przejdź do sklepu
Logo

Łatwo być bogiem. Pola dawno zapomnianych bitew. Tom I. - Recenzja

Robert J. Szmidt Kup u nas
Odradzane dla: Wielbicielek Harlequina  
Data recenzji:
Łatwo być bogiem. Pola dawno zapomnianych bitew. Tom I.

Dobra, pulpowa fantastyka z dynamiczną akcją i zaskakującym zakończeniem

Ta powieść zupełnie mnie nie zaskoczyła. Czemu? Bowiem po tym autorze spodziewałem się dokładnie takiej prozy: ciekawej, dynamicznej fantastyki ze znakiem wysokiej jakości, która pod wierzchnią, rozrywkową warstwą stara się pytać o rzeczy ważne i znaczące. I to właśnie w najnowszej książce Szmidta dostałem.

Na tę powieść przyszło czekać długo. Pola zapomnianych bitew - zbiór dwóch nowel (drugie z podtytułem Kuźnia) ukazały się pierwotnie w magazynie Sience Fiction, Fantasy & Horror już kilka lat temu. W 2010 roku Pola... pojawiły się też w zbiorze opowiadań Alpha Team (Fabryka Słów). W zeszłym roku wydanie cyklu zapowiadało Wydawnictwo Almaz, jednak to Rebis podjął ostatecznie rękawicę i w swojej nowej serii wydawniczej - Horyzonty zdarzeń (której pomysłodawcą jest sam Szmidt zresztą) po tekstach Dębskiego, Przybyłka i Sawickiego przyszedł czas na Łatwo być bogiem.

Mamy połowę XXIV wieku, ludzkość podbija kosmos - ma za sobą skolonizowanie ponad tysiąca planet. Jednak pęd do wiedzy, do poznania bezmiaru kosmosu jest nieustający. Mimo minionej, krwawej wojny domowej ekspansja trwa... I nadchodzi moment, kiedy ludzka cywilizacja staje w obliczu rewolucyjnych zmian - w systemie Xan 4 naukowcy i wojsko obserwują aż dwie rasy Obcych. Marzenie ludzkości o kontakcie z obcą cywilizacją spełnia się. jednak nie wszyscy podzielają pogląd, że dopuszczalna jest tylko bezinwazyjna obserwacja, a jakakolwiek ingerencja jest niedopuszczalna. Na stacji orbitalnej systemu działają Bogowie - tajemnicza, dobrze zakonspirowana grupa mająca na celu zmianę układu sił pomiędzy walczącymi ze sobą rasami Obcych. Tymczasowo zwolniony z kolonii karnej sierżant Henryan Święcki trafia pomiędzy przysłowiowy młot i kowadło - z jednej strony admiralicja żąda od niego bezwzględnego posłuszeństwa, pod groźbą przywrócenia kary a wspomniani Bogowie proszą go o pomoc, mającą na celu uchronienie jedną z ras Obcych przed eksterminacją...

Co wybierze bohater powieści? Czy pragnienie ocalenia siebie pozwoli mu skazać Obcych na zagładę? Czy zaryzykuje wszystkim, by stać się Bogiem...?

Tymczasem w odległym systemie New Rouen Nomada, okręt Korpusu Utylizacyjnego - sprzątającego wraki pozostałe po zakończonej wojnie domowej - natrafia na wrak, którego nigdy nie powinna zobaczyć ludzkość. Technologia przewyższa zaawansowaniem wszystko, co jest nam znane, a to co kryje w sobie wnętrze tajemniczego statku może wstrząsnąć podstawami cywilizacji...

Powieść Szmidta to przede wszystkim rozrywkowa fantastyka. To flirt space-opery z militarną SF. Przypomina mi też mocno Królestwa Ściany Silverberga, choć tam bogów poznajemy w samym finale powieści. Szmidt przedstawił nam starannie przygotowany świat przyszłości, w którym ścierają się ze sobą dwie odwiecznie rywalizujące grupy - naukowców i wojskowych - z których każda ma swój, wyraźnie nakreślony interes. Główny bohater zostaje wciągnięty w intrygę, w której wcale nie chce brać udziału, jednak zmuszony podejmuje niebezpieczną grę, w której nie opowiada się po żadnej ze stron.

Ciekawym pomysłem jest przenoszenie akcji na powierzchnię obserwowanej planety i pokazanie perspektywy jednej z obcych ras. Poznajemy ich bliżej, ich sposób myślenia, system wartości - jakże odległy od naszego - co dodaje smaku całej historii. Zgrzyta chyba tylko jedna rzecz - naukowcy nadspodziewanie precyzyjnie odtworzyli historię konfliktu pomiędzy dwiema obcymi cywilizacjami. Owszem, było to konieczne dla pełniejszego obrazu powieści, jednak wciąż nurtuje pytanie -  czy ich wiedza nie jest zbyt rozległa?

Powieść czyta się dobrze, bohaterowie są naturalni, dobrze zarysowani i  - na swój sposób - charakterystyczni. Święcki kojarzy mi się z (sic!) księdzem Robakiem z Pana Tadeusza - dręczony wyrzutami sumienia za zbrodnię, szukający odkupienia spiskowiec, miotający się w poszukiwaniu właściwej ścieżki.

Pod rozrywkową fasadą fabuły Szmidt przemyca ważne pytania dotyczące charakterystycznego dla ludzi pragnienia do decydowania o innych, zwłaszcza mniej rozwiniętych cywilizacyjnie kulturach. Wizja, którą prezentuje jest aż nadto realna i prawdopodobna. Człowiek  - ze swym pragnieniem dominacji - uzurpuje sobie prawo do decydowania o każdej formie życia, bowiem uważa się za jednostkę najwyżej rozwiniętą, a tym samym mającą wszelkie moralne parytety do bycia tytułowym bogiem. Jednak - mimo wagi tego typu rozważań  - powieść Szmidta pozostaje dobrą, nie nużącą rozrywką. Brak tu przesadnego intelektualizowania - tak częstego we współczesnej SF. To dobra, pulpowa fantastyka z dynamiczną akcją i zaskakującym zakończeniem.

Dobrze, że w Polsce wydaje się takie książki. One - przynajmniej w moich oczach - ratują obraz klasycznej SF, jako tworu rozrywkowego. Poza tym Szmidt udowadnia, że nie tylko Zachód potrafi napisać dobrą fantastykę, ale i nasi rodzimi autorzy to dobry "towar". Może nawet eksportowy?

Mariusz "Orzeł" Wojteczek

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij