Przejdź do sklepu
Logo

Redlum - Recenzja

Katarzyna Rupiewicz
Polecane dla: Miłośników fantasy
Odradzane dla: Fanów science-fiction  
Data recenzji:
Redlum

Debiutancka powieść Katarzyny Rupiewicz zachwyca bardziej z każdą przeczytaną stroną!

Fantastykę humorystyczną pisze się bardzo trudno. Być może trudniej, niż jakikolwiek inny gatunek literacki. Bowiem, by nie naraziła się ona sama na śmieszność, musi być zrównoważona adekwatną dawką smutku i nostalgii. Niewielu dotychczas pisarzy to potrafiło. Terry Pratchett, Tom Holt, może jeszcze  John Morressy lub Simon R. Green. Niewielu, doprawdy niewielu. Teraz do tego zacnego grona dołącza Katarzyna Rupiewicz. I choć obrazoburcze dla wielu może się wydawać, iż zestawiam debiutantkę z ikonami fantastyki, to nie jest to porównanie na wyrost. A ja, osobiście, prywatnie, dziękuję wszelkim bogom za Śląski Klub Fantastyki, który pozwala wyłaniać takie talenty.

Debiutancka powieść Katarzyny Rupiewicz - Redlum - zachwyca bardziej z każdą przeczytaną stroną. I kiedy z początku zdaje się nam, że to taka sobie lekka, łatwa i przyjemna opowiastka, autorka szybko wyprowadza nas z błędu serwując uniwersalną, choć nieco przewrotną opowieść o odmienności, akceptacji tejże, o niezrozumieniu i niechęci do tego, czego nie rozumiemy. Jeszcze o zwykłym ludzkim strachu, o nadziei i miłości, choć różnej od tej, którą znamy... Zresztą, o jakiej miłości możemy powiedzieć, że jest nam znana? Chyba tylko ta przerysowana, z ksiażek Nicholasa Sparksa, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością.

Redlum to opowieść o potworach. Ale innych, niż wszystkie, które znamy. Niby motyw wyeksploatowany do cna, już od czasów, kiedy Mary Wollstonecraft Godwin (później Shelley) napisała słynnego Frankensteina, którego pierwotnego przekazu prawie nikt już nie pamięta. U Rupiewicz stworzenia potworne nie są przesadnie demonizowane, zdarza się nawet, że możemy je polubić. Jednocześnie autorka nie pozbawia ich typowych dla nich cech. Wampiry piją ludzką krew, ghoule pożerają zwłoki... jednak tak je stworzyła natura. Można powiedzieć, że to nie ich wina, tylko biologii. W książce Rupiewicz są one ofiarami własnego jestestwa, które nie było przecież ich wyborem.

Główny bohater - Słodki - to taka właśnie ofiara swej genezy, z której z początku nie zdaje sobie sprawy. Ale skoro nie jest człowiekiem, to jak może żyć między ludźmi? Swoją drogą, zdaje się w tej powieści być bardziej ludzki, niż nieliczni zaprezentowani w niej ludzie, niż ludzkośc ogółem. Ale to inna sprawa.

Faktem jest, że lekkość i humor w Redlum podszyty jest nad wyraz często gorzka ironią, nostalgią, smutkiem. To nie książka, która rozbawi Was do łez swoją -  zamierzoną, bądź nie - głupkowatością, jak to niejednokrotnie bywa z humorystyczną fantasy. Ona Was zaskoczy. Sprawi, że się uśmiechniecie, wzruszycie, czasem może i uronicie łzę - jeśli jesteście wrażliwsi od przeciętnego trolla. Ale też powieść ta postawi przed Wami pytania. Niby znane, ale wciąż aktualne. Takie, na które nie da wam jednoznacznej odpowiedzi, bo - jak słusznie zauważył Michał Cholewa - nie ma takowej. Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, a odpowiedź zawsze będzie inna.

A mnie przychodzi na myśl, że przecież ten potworny sztafaż wykorzystany przez Rupiewicz przy kreacji miasta Redlum i jego dziwacznych mieszkańców, to nic innego, jak próba przetransformowania naszego, ludzkiego, ale jakże zróżnicowanego, podzielonego społeczeństwa na język, którym łatwiej do nas trafić. Szczerze, któż z nas bowiem, w całym swoim życiu nie czuł się tak, jak te książkowe wyrzutki, odrzucone przez swą odmienność poza ogół, zepchnięte na margines? Znienawidzone przez odmienność i budzące lęk, skrzętnie ukrywany pod maską pozornego, egzaltowanego szacunku? Kto tego nigdy nie poczuł, niech pierwszy rzuci przysłowiowy kamień. Reszta niech przeczyta tę książkę. Ona jest dla Was.

Redlum Katarzyny Rupiewicz to lektura doskonała zarówno na wakacje, jak i na każdą inną porę roku. To powiew świeżości na  - wciąż dynamicznym, bądź co bądź - polskim rynku wydawniczym. Osobiście podpisuję się skromnie pod zapewnieniami Ani Kańtoch czy Michała Cholewy. Jeśli nie uwierzyliście mi - zaufajcie ich rekomendacji. Z całą pewnością nie jest poczyniona na wyrost.


Mariusz "Orzeł" Wojteczek

 

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij