Przejdź do sklepu
Logo

Trzy odbicia w lustrze - Recenzja

Zbigniew Zborowski
Odradzane dla: Dzieci   Miłośników fantasy  
Data recenzji:
Trzy odbicia w lustrze

Zazdrość - o powieści Zbigniewa Zborowskiego "Trzy odbicia w lustrze"

Zazdrość. Tak, dokładnie to. Wstydliwe uczucie targa mną od samego poranka do wieczora, przez noc z niespokojnym snem do przebudzenia. Chodzę z nim w sobie. Pielęgnuję. Podlewam jak ogrodnik ukochaną roślinę. Mam spierzchnięte usta i opuchnięte powieki. Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłem. Obojętne mi były czyjeś samochody, motocykle, motorówki, domy... A teraz bach! Spadło to na mnie znienacka i trzyma, nie chce puścić. Powód? Talent. Będzie łatwiej się leczyć. Dobrze, że chociaż zdiagnozowałem przyczynę. Nie mój tylko jego i to jaki! Olbrzymi jak K2. 

Zupełnie przez przypadek wpadła mi w ręce książka Zbigniewa Zborowskiego „Trzy odbicia w lustrze”. Powinienem być czujny od samego pierwszego z nią kontaktu. Nic z tego. Wziąłem do ręki, obejrzałem okładkę i się zaczęło. Utonąłem w oczach trzech kobiet na niej umieszczonych. Zahipnotyzowały mnie, wciągnęły do środka, obezwładniły zupełnie. Czas przestał grać rolę. Początek niczego wielkiego nie zapowiadał. Ot kolejny, dobrze napisany tekst. Jakaś kobieta, jakiś lekarz. No może szpital inny od wszystkich, bo dla płetwonurków, którzy ulegli wypadkom. I ona. Z pozoru zwykła kobieta sukcesu. Trochę obcesowa, zimna i nerwowa. Tłumaczyła ją tylko sytuacja, w której się znalazła. Bliski jej człowiek walczył za grubą szybą o życie. Standard. Nic bardziej mylnego! Ten pozorny narracyjny spokój zapowiadał zbliżające się literackie trzęsienie ziemi. Pojawiła się mroczna tajemnica z przeszłości. To właśnie po jej rozwiązanie popłynął człowiek zza szyby w głębiny zimnego Bałtyku.

Trzymał je w zaciśniętej dłoni. Puścił dopiero gdy stracił przytomność. Kobieta wiedziała co to jest. Ja miałem się tego dowiedzieć za parę ładnych godzin. 

Zborowski, czy tego chciałem czy nie, zabierał mnie w podróż przez historię, miasta, a nawet kontynenty. Do rzeczywistości silnych, zaradnych kobiet, które musiały walczyć przez trzy pokolenia o byt swój i swoich dzieci. Zmagać się z klątwą rzuconą na jedną z nich. Bym zrozumiał ich los pisarz przeprowadził mnie przez targane sowiecką agresją okolice Lwowa, kanały powstańczej Warszawy, powojenny Wrocław, znów Warszawę, a nawet Meksyk. Trzy kobiety, trzy pokolenia, jeden los. A wszystko przez odrzuconą miłość, gdzieś kiedyś, dawno temu.

Zborowski udowadnia swoim pisarstwem tezę, że by coś napisać trzeba coś przeżyć, wiedzieć i umieć. Jego pisarstwo jest pełne prawdziwego życia. Nie jest to wydumana za biurkiem historyjka z taniego romansu w stylu ona go kocha, a on jej nie. Chociaż i takie fragmenty się w tej książce znajdują. Ot, samo życie. Zosia, Wanda i Anka to trzy kobiety z okładkowego lustra. Całe dziesiątki lat zmagają się ze swoim pękniętym szczęściem. Darami otrzymanymi od losu, które w ostatecznym rozrachunku stawały się ich przekleństwem. Jedna z nadludzką witalnością, druga z mocą uzdrawiania, trzecia z przypadłością króla Midasa. Mając pozornie wszystko, nie miały nic.

Miłość starały się omijać szerokim łukiem, pragnęły jej, równocześnie wiedząc jak tragiczny będzie miała finał. Mężczyźni w tej powieści w większości są słabi. Skoro jednak z zasady nie kopiemy leżących, to tyle na ich temat. No, może poza dwoma, z których jeden, ten dobry (Witek) ma pewien feler. Jaki? O tym sza! (W tym miejscu dziękuję jednej, z naszych czytelniczek za naciśniecie mojego recenzenckiego hamulca, bo jeszcze bym się wygadał i byłaby draka). Drugi - ten od Anki- został natomiast naznaczony prawie dyskwalifikującymi go grzechami przodków. Jest jeszcze trzeci, ubek Staszek, ale pisanie o nim napawa mnie obrzydzeniem. Kanalia i tyle.

Według mnie Zborowski napisał powieść o potędze macierzyństwa. Opisał niemożliwe do opisania. Podzielił się z nami odkrytą przez siebie tajemnicą dotyczącą siły, jaka łączy matkę z dzieckiem. Ubrał w słowa uczucie większe od każdej miłości, jaka może się zrodzić pomiędzy kobietą i mężczyzną. Wykrzyczał Panowie każdemu z nas prosto w twarz to, co dla każdej kobiety, matki jest oczywistą oczywistością. Matka dla swojego dziecka zrobi wszystko. Powiecie truizm, zgoda, ale to truizm, który stwarza świat. Także nas mężczyzn. Dziękuje Panie Zborowski. Myślę, że żyjemy w czasach, gdy trzeba przypominać nam o sile podstawowych wartości.     

Michał Fijałkowski

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij