Przejdź do sklepu
Logo

Wars i Sawa - Recenzja

Adam Podlewski
Odradzane dla: Fanów science-fiction  
Data recenzji:
Wars i Sawa

Urban tales czy pastisz tego gatunku?

Zbiór opowiadań o znamiennym, nieco symbolicznym tytule Wars i Sawa to całkiem interesujący zestaw historii, jakie stają się udziałem dwójki młodych detektywów paranormalnych, tropiących wszelkie nadnaturalne, powiązane z magią i okultyzmem zjawiska w stolicy.

I choć ich waga bywa różna, a i poboczne spotkania i znajomości zawierane przy ich okazji przez wspomnianą dwójkę są różnej prowieniencji, to całość składa się na całkiem zgrabny, mocno ironiczny przewodnik po Warszawie. A ściślej po tym jej obliczu, którego raczej nie znamy.

Kto bowiem spodziewa się w podziemiach miejskiego metra żywiołaka ziemi? Albo natknać się w internecie na Bazyliszka, ze już o duchu pewnego szwedzkiego żołnierza nie wspomnę?

Podlewski zgrabnie eksploruje nie tylko warszawskie legendy, ale i dyskretnie komentuje zastaną, wielkomiejską rzeczywistość. Nie bez ironi, nie bez przymrużenia oka, ale jednak snuje opowieść o mieście dalekim do ideału - choć przez niego ukochanym. Miasto jest tu pełnoprawnym bohaterem a precyzyjne oddanie jego topografii i osadzenie poszczególnych historii silnie w miejscach rzeczywistych, łatwych do odlalezienia na miejskim planie tylko to odczucie wzmacniają

Tak naprawdę bowiem – jak przystało na opowieści spod znaku urban tales, nawet te pastiszowe - to miasto, w którym rozgrywa się akcja gra tu jedną z głównych ról.

Nie oszukujmy się - książkę Podlewskiego najlepiej odbierze zakochany w swoim mieście Warszawiak. Jednak nie znaczy to, że nikt spoza stolicy nie może, bądź nie powinień tych opowieści czytać. Wręcz przeciwnie - oni tym bardziej powinni sięgnąć - bowiem w umiejętny, interesujący saposób przybliżą się do warszawskiego folkloru.

Podlewskiemu zdarzają się potknięcia, zdarza się lekkie spłycanie stylu, czasem humor staje się wymuszony, a treści zdaje się brakować stylistycznej głębi. Pozostaje opowieść boleśnie poprawna gramatycznie... i nic poza tym. Jednak są to tylko drobne elementy, które aż tak bardzo nie wpływają na odbiór książki jako całości i umiejętnie maskowane są przez dasadna ironię i liczne nawiązania do legend, historii, czy warszawskich stereotypów.

Najważniejszym zarzutem, jaki mam do niej, to brak wewnętrznej spójności. Jako zbiór opowiadań skupionych na tych samych bohaterach , mocno powiązany tematycznie, nie współgra ze sobą w poszczególnych fragmentach, często da się wyczuć, że te historie pisane były nie z założenia publikacji całości, ale jako historii rozproszonych, samodzielnych. Stąd też niejednokrotne przywoływanie tych samych faktów z życia Agnieszki i Zygmunta - właścicieli Warsa i Sawy, które często pojawiają się we wstępie do opowiadań, liczne przywoływania tych samych cech, akcentowanie elementarnych informacji, które czytelnik doskonale już poznał. Jednak jeśli przyjmiemy, że czytać będziemy pojedyncze opowiadania, nawet nie chronologicznie, to wrażenie - uważam - zniknie.

Z całą pewnościę plusem książki jest znacząca dawka ironii, także wobec podejścia do gatunku sensu stricte.

Podlewski umiejętnie podejmunje klasyczne wątki ( okultystyczne obrzędy, w które zamieszani są politycy miejscy, szalone plany eksploracji warwszawskich miejsc mocy, istnienie drugiego, ukrytego przed oczami zwyłkych ludzi, paranormalnego oblicza miasta itd.) jednak puentując praktycznie każdą historię autor nabywa odruchu wywracania konwencji do góry nogami i serwowania nam zupełnie niespodziewanego ( ok, po którymś z kolei opowiadaniu już wiedziałem jakie założenia przyjmować) zakończenia. Jego bohateriowie to trochę niezdarni, z całą pewnością w tej niezdarności ujmujący, młodzi ludzie, którzy swą styczność z nieznanym postanowili wykorzystać w celach biznesowych. A antagoniści - niby groźni, niby chętnie sięgajacy po mroczne obrzędy i zakazane kulty zazwyczaj cechują się nie tylko typowo ludzką żądzą władzy, czy majątku, ale też naiwnością i nieporadnością. I w obliczu obnażenia ich niecnych knowań przez agencję Wars i Sawa po prostu rezygnują, poddają się, zamiast walczyć do upadłego i efektowanie ginąć. To czyni ich bardziej ludzkimi - ten nieco naiwny, kaleki w swym braku zaciekłości fanatyzm - a jednocześnie stanowi to swoisty pstryczek w nos gatunkowej konwencji, z której Podlewski kpi w żywe oczy.

Chciałbym doczekać się powieści z dwójką detektywów z Warsa i Sawy, bo i oni mają potencjał, i sama Warszawa, kreowana przez Podlewskiego, jako miejsce bezustannie zagrożone paranormalnymi katastrofami jawi się ciekawie.

Podlewski zaserwował nam interesujący zbiór opowieści miejskich z przymrużeniem oka, a ja - zastanawiając się, z czym mógłbym porównać Warsa i Sawę - dochodzę do wniosku, że jeszcze takiej prozy u nas nie było. Owszem są tu naleciałości z Pilipiuka - bo to przecież nasz sztandarowy prześmiewca literacki, ale poza tym nie do końca mogę nawiązać do któregoś z tuzów urban tales.

Paranormalnych detektywów literatura widziała już wielu, był przecież Dresden u Jima Butchera, był John Taylor u Greena i Felix Castor u Careya. Jednak tamci autorzy - mimo wszystko - nadawali większy ciężar swoim opowieściom, brakowało im gawędziarskiego, mocno ironicznego podejścia, które znajdujemy i Podlewskiego.

Wars i Sawa to rzecz warta przeczytania - choć, jak zaznaczyłem już wcześniej, lepiej czytać pojedyncze opowiadania raz na jakiś czas, niż naraz całość. Ale bezsprzecznie warto, bo takiej Warszawy, jak u Adama Podlewskiego, długo nie zobaczycie.

 

Mariusz "Orzeł" Wojteczek

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij