Przejdź do sklepu
Logo

Wiara - Recenzja

Anna Kańtoch
Odradzane dla: Wielbicielek Harlequina  
Data recenzji:
Wiara

Zdarzenia sprzed lat nie ulegają przedawnieniu

Rzadko sięgam po kryminały i zazwyczaj książka z tego gatunku kusi mnie znanym mi już literacko nazwiskiem. Owszem, są autorzy, których czytać lubię - a których dzięki kryminałom właśnie poznałem ( jak Wojciech Chmielarz). Ale są też twórcy, którzy towarzyszą mi od dawna i mimo, że zmieniają gatunki, w jakich tworzą, nadal sygnowana przez nich proza wiąże się z pewnym symbolicznym znakiem jakości i stanowi znakomitą literaturę, nawet kiedy oddzielimy od niej warstwę konwencji gatunkowej.

Przykładem takiej autorki jest Anna Kańtoch, której Wiarę właśnie skończyłem czytać.

 

To drugi kryminał autorki, po wydanej ( także przez Wydawnictwo Czarne) Łasce (recenzja TUTAJ). I jak wcześniejsza, wspomniana powieść kryminalna zebrała znakomite opinie - a uhonorowaniem tego uznania była Nagroda Kryminalnej Piły i nominacja do Nagrody Wielkiego Kalibru - tak Wiara zdaje mi się być powieścią jeszcze lepszą. Niekoniecznie w konwencji historii kryminalnej, ale jako literatura sama w sobie.

 

Znów autorka przenosi nas do czasów PRL-u, tym razem do roku 1986, kiedy proboszcz małej parafii w Rokitnicy przypadkowo znajduje na torach kolejowych ciało młodej dziewczyny.

Odkrycie ofiary morderstwa ( jak się okazuje) rozpoczyna żmudne i trochę - zdawać by się mogło - nieporadne śledztwo, prowadzone przez doświadczonego kapitana Witczaka, wspieranego przez milicjantów z lokalnego posterunku. Zamiast jednak zbliżać się do odkrycia sprawcy, milicjant napotyka kolejne tajemnice, zderza z niechęcią i nieufnością lokalnej społeczności oraz nieporadnością lokalnych służb, dla których poważna zagadka kryminalna to wyzwanie, które zdaje się przekraczać kompetencje.

Jednak jeśli brak fachowości u śledczych można wyjaśnić prowincjonalnością posterunku, to czy tak łatwo ludzką niechęć można zwalić tylko na awersję do milicji jako takiej - wszak przedstawiciela niezbyt kochanej władzy ludowej? Czy mała wioska kryje w sobie głębsze, mroczniejsze tajemnice?

Młody proboszcz też nie do końca może się wyzwolić od rozmyślania o zbrodni. Zwłaszcza, że parafia ma miano „przeklętej”, a jego poprzednicy na stanowisku kończyli życie w dość tragicznych okolicznościach, a ostatni został usunięty przez kościelne władze.

Jakie tajemnice kryje parafia w Rokitnicy? Jaki ma związek z tajemniczym morderstwem? I czy wiąże się to jakkolwiek z budzącą grozę budową elektrowni atomowej w sąsiedztwie?

 

Proza Kańtoch to literatura znakomita przede wszystkim w warstwie językowej. Jej opowieść nie skupia się tylko na prowadzeniu fabuły w zakresie kryminalnej zagadki. Bardzo znaczące jest też doskonałe oddanie tła opowieści. Z jednej strony sennych, sielskich krajobrazów wioski na prowincji, a z drugiej nerwowego napięcia wynikającego z ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Trudne relacje na linii milicja - Kościół, nawet w sprawie z gruntu nie mającej żadnego podtekstu politycznego ( chodzi wszak o znalezienie i ukaranie mordercy) nie ułatwia kapitanowi śledztwa, a z drugiej strony stawia proboszcza przed dylematami moralnymi. Odruchowa niechęć do służb mundurowych - nastawionych ideowo nieprzychylnie do religii katolickiej - powoduje, że nie do końca jest on skłonny pomóc w sprawie z zasady słusznej. Jednocześnie jego chłodne relacje z mieszkańcami, wśród których nadal czuje się kimś nowym, obcym, kimś z zewnątrz, nie ułatwiają mu pełnienia duchowej posługi i nadwątlają w nim wiarę we własna, księżą powinność.

Sam Witczak jest ciekawie nakreśloną postacią. Z jednej strony całkiem sprawny umysł, starający się nie dostrzegać lokalnej niechęci do władzy, a jedynie skupić na odkryciu prawdy ma przede wszystkim problem na rzeczywistym stworzeniu zespołu dochodzeniowego. Jego tymczasowi podkomendni nie stanowią milicyjnego wzoru do naśladowania. Ani nieogarnięty, jąkający się Synowiec, ani nadużywający alkoholu Waśkowiak (któremu obojętne, czy jest na służbie, czy też nie) nie stanowią potencjału naprędce zorganizowanej grupy śledczej. Witczakowi pozostaje więc zaledwie starsza szeregowa Hanka - młoda policjantka, która wykazuje się nie tylko całkiem logicznym rozumowaniem, ale też nabożnym wręcz lękiem przed starszym stopniem oraz pragnieniem znalezienia akceptacji u innych milicjantów. Jako jedyna dziewczyna na prowincjonalnym posterunku zderza się z odruchową niechęcią, zwłaszcza, że jest wyraźnie faworyzowana przez oficera z zewnątrz...

Skomplikowane relacje milicjantów, ale też ciekawie zobrazowani inni członkowie lokalnej społeczności - jak młody proboszcz i jego wikariusz (z nielicującym z sutanną zainteresowaniem kobietami), czy małżeństwo Chojniaków - to wszystko tworzy fascynujący obraz polskiej wsi, której w rzeczywistości dalece do sielankowej wizji z pocztówek. I to jednocześnie jest najważniejszą siłą napędową Wiary. Nie historia kryminalna, która - choć sprawnie nakreślona - w jakimś stopniu pozostawia niedosyt. Owszem, wątki są sprawnie doprowadzone do końca, całość spójnie łączy się w makabryczną, ale z gruntu prawdopodobną historię, wręcz trywialną w swojej złożoności i mocno piętnującą zabobonne przeświadczenie o znaczeniu wiary i Kościoła w życiu polskiej wsi. Może już w mniejszym stopniu teraz, co dawniej, kiedy Kościół Katolicki zdawał się być ostoją polskości, niepokonanym bastionem oporu przeciw władzy ludowej i tak przez proste, wiejskie społeczności hołubiony.

Sama zbrodnia - co staje się charakterystycznym dla kryminałów autorki - jest mocno zakorzeniona w przeszłości. Zdarzenia sprzed lat nie ulegają przedawnieniu, ludzka pamięć nie jest zawodna, a jedynie chętnie przemilcza, ale czas z całą pewnością upomni się o prawdę wobec grzechów sprzed lat. To czyni całą intrygę nie tylko bardziej złożoną, ale i tajemnicę - poważniejszą. Jeśli sprawy sprzed kilkunastu/kilkudziesięciu lat nadal mają wpływ na współczesnych, to co się tak naprawdę groźnego w tym kryje?

Jednak nie zmienia to faktu, że historia morderstw to tylko jeden z elementów układanki, na jaką składa się najnowsza powieść Anny Kańtoch. Równie dobrze mogłaby to być proza czysto obyczajowa, obrazująca PRL-owskie realia polskiej prowincji, z jej troskami, radościami i - zrozumiałymi, lub nie - lękami.

Kańtoch stawia na prozę gatunkową, sprawnie przechodząc od fantastyki ( w swoim wcześniejszym dorobku) do kryminału, w którym radzi sobie wcale nie gorzej.

Wiara dorównuje Łasce kryminalną opowieścią, a w warstwie stylistycznej zdaje się ją nawet przewyższać. To tak, jakby na wcześniejszym tytule autorka dopiero uczyła się możliwości gatunkowych kryminału, a w Wierze już w pełni potrafiła je wykorzystać i rozwinąć, śmiało sięgając poza ramy konwencji.

Mam nadzieję, że w powieści kryminalnej autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Ja czekam na kolejny tytuł. Czego i sobie i Państwu życzę, przy okazji polecając lekturę Wiary. Z pewnością znakomita książka na wakacje. I nie tylko.

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij