Przejdź do sklepu
Logo

Wojny przestrzeni - Recenzja

Paweł Majka
Polecane dla: Wszystkich
Odradzane dla:
Data recenzji:
Wojny przestrzeni

Paweł Majka powraca z kontynuacją debiutanckiego "Pokoju światów"

Paweł Majka znów to zrobił. Znów porwał mnie - od pierwszej strony - w podróż. Podróż szaloną, podróż niebezpieczną, podróż okraszoną fantastycznością. Zarówno urzekającą, jak i chwilami mroczną, groźną, wzbudzającą dreszcze lęku. Podróż naznaczoną cieniem zemsty, ale i pragnieniem ukojenia. Podróż zarówno poprzez czas, jak i przestrzeń, przez świat tak fascynujący, tak niezwykły, że w kilku prostych, recenzenckich słowach nie za bardzo potrafię je opisać.

I tak, jak przy pierwszej części - mnogość odniesień do historii i popkultury tworzy swoiste drugie dno, uplecione z sieci nawiązań i skojarzeń, w alternatywnym uniwersum, które - samo w sobie - jest już wystarczająco ujmujące.

Kiedy czytałem Pokój światów, zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać, bowiem okładkowy opis zarysu fabuły był na tyle intrygujący, co zawikłany i tak blisko ocierał się o kicz - przez nagromadzenie i pomieszanie wątków, że pierwszą moją myślą było: to się nie może udać. Zwłaszcza, że Paweł Majka - pisarz powieściowo debiutujący - był mi jeszcze wtedy literacko zupełnie nieznany.

Ale jednak udało się. I to udało się w sposób, który przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i - nie oszukujmy się - debiut Majki wzniósł go do czołówki polskich twórców, co zreszta przypieczętowała otrzymana za tę powieść Nagroda im. Jerzego Żuławskiego.

 

W drugim tomie wyczuwalne już jest mocniej to, że Majka się do swojego sukcesu przyzwyczaił, że okrzepł w tym literackim triumfie, nabrał pewności, iż to, co pisze, może być - słusznie zresztą - powodem do zachwytu. I nie chodzi mi tu nawet o literacką pychę, bo tej u Majki nie wyczuwam, ale pewną wychwytywalną lekkość, pewną swobodę rozmachu kreacji. W Pokoju światów dało się wyczuć obawy debiutanta i pieczołowicie pielęgnowany nimb powagi w stylu i konstrukcji fabuły.

Wojny przestrzeni to proza pisana już przez autora pewniejszego swojego warsztatu oraz jego odbioru. To proza pisana z poczuciem, że twórca tak sprawny na nieco więcej nawiązań i „mrugnięć do czytelnika” może sobie pozwolić.

Jeśli miałbym porównywać do czegokolwiek Wojny przestrzeni, to wybrałbym chyba Mistrza i Małgorzatę Michaiła Bułhakowa. I choć z pozoru są to zupełnie nie przystające do siebie powieści, to moje odczucia, jakie towarzyszą lekturze, są podobne. A może to ujmująca kreacja malowanej Moskwy, może szelmowska postać Kocura, która - chcąc nie chcąc - mocno mi się z powieścią Bułhakowa kojarzy? Jednak niewątpliwie skojarzenie właśnie z największym dziełem rosyjskiego pisarza towarzyszyły mi przy lekturze Wojen wręcz cały czas...

Wiem, dryfuję w porównania zaskakujące, odległe i bardzo subiektywne, ale to właśnie ujmuje mnie w pisarstwie tej klasy, jaką prezentują Wojny przestrzeni - rozmach i precyzja w tworzeniu złożonych skrupulatnie wszechświatów powoduje, że nie sposób nie odczuwać konotacji, choćby w warstwie emocjonalnej - z klasycznymi dziełami literackimi.

 

Ale kontynuacja kontynuacją, złożoność świata przedstawionego jego złożonością, a warstwa realistyczno - mitologiczna, zaprezentowana przez autora w Pokoju światów stała się dla niego ewidentnie za ciasna, bo w Wojnach przestrzeni rzucił swoich bohaterów w kosmiczną przestrzeń. Tak, w Kosmos, w podbijanie kolejnych światów, w eksplorację miejsc odległych o lata, ale już świetlne.

I choć z początku nie bardzo mogłem się odnaleźć w fabule, choć przez pierwszych kilkadziesiąt stron cisnęło mi się nieprzyzwoite wtf? na usta, to jednak powoli, wczytując się w Wojny przestrzeni, zacząłem znów zatracać się w mitologiczno-kosmicznym świecie Pawła Majki, w którym wszystko ma swoje - należne mu miejsce. Bo w końcu skoro się od niefortunnej inwazji Marsjan zaczęło ( w Pokoju Światów), to czemu by nie można i w przestrzeń kosmiczną podążyć i tamte sfery eksplorować?

Z pewnością powieści udało się pozyskać pewną fabularną - jak na kontynuację - niezależność. Trudno rzecz jasna byłoby ją czytać bez zaznajomienia się z wydarzeniami z Pokoju światów, jednak Majka doskonale rozwija nie tylko główną oś historii - poszukiwania legendarnego Szóstego, ale też dokłada wiele wątków pobocznych, które są na tyle rozbudowane, że śmiało starczyłoby ich na kolejną książkę.

No właśnie, aby nie było tak słodko, to i trochę się przyczepię. Mnogość wątków i różne linie czasowe, owszem, robią wrażenie, ale też mogą przyczynić się do pewnego zagubienia czytelnika, przytłoczenia go rozmachem historii. Chwała Majce za to, że podołał, że pospinał wszystkie wątki, wszystkie fabularne niuanse, ale czy nie lepiej było zostawić opowieść o Szóstym i zemście Korzyckiego bardziej niezależnie, a koncept eksploracji Kosmosu odłożyć na chwilę, dać pomysłowi dojrzeć i zaserwować nam kolejną, trzecią powieść z tak fantastycznego uniwersum? Cóż, skoro autor zdecydował, to ja - jego wierny czytelnik przyjmę z pokorą i całym dobrodziejstwem inwentarza, jak to się mawiało, bowiem nie ma to jak ponad 650 (!) stron dynamicznej opowieści. Jednak momentami trudno mi było odnaleźć się w mnogości odniesień, nawiązań i czasowych przeskoków. Ale może właśnie to czyni tę książkę wybitną?

Druga uwaga - to finalne rozwiązanie zagadki Szóstego. Rzecz jasna nie zdradzę, kim ów Szósty jest, by nie odbierać czytelnikom frajdy z lektury i końcowego zaskoczenia, jednak w moim mniemaniu zakończenie pozostawia pewne uczucie niedosytu. I nie chodzi o rozwiązanie tajemnicy - bo tu autor całkiem zgrabnie wybrnął - ale o jego zakorzenienie w fabule. Wydaje mi się, że sam finał stał się w pewien sposób ulgą dla pisarza, który dość już miał tego swojego pokręconego świata i parł do przodu, byle tylko skończyć. Bo ileż można, bo już dość, bo termin u wydawcy itd... Oczywiście dywaguję tylko, jednak pewne poczucie, że tak mocno rozbudowana historia Szóstego - jego geneza, wcześniejsze losy, pochodzenie - to wszystko jest zbyt mocno skumulowane w finale powieści, co może i nie czyni zakończenia słabym, ale ten jeden wątek zdaje mi się zbyt skumulowany. Rozłożyłbym go na sceny - te wieki, bądź co bądź, trwającą historię - i rozmieścił na osi czasowej całego tomu, przygotowując pojedynczymi fragmentami wielki finał.

 

Jednak są to tak naprawdę niuanse, które nie tyle psują odbiór, co sprawiają, że powieść jest tylko znakomita, a nie absolutnie doskonała. Ja bawiłem się świetnie, wracając do technologiczno - baśniowego świata, gdzie legendy są żywe i chodzą po Ziemi. Majka udowadnia po raz kolejny, jak wielkiego formatu jest pisarzem i jak może wyglądać - i czasami wygląda - polska fantastyka.

 

Temat okładki - przemilczę. Przez sympatię do twórców i wydawcy.

Ale zignorujcie ją, nie dajcie się odstraszyć, bo Paweł Majka powraca w wielkim stylu i bardzo by było szkoda to przegapić.   


Mariusz "Orzeł" Wojteczek
 

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij