Przejdź do sklepu
Logo

Złe - Recenzja

Michał J. Chmielewski
Odradzane dla: Miłośników lekkiej literatury  
Data recenzji:
Złe

Proza w stylu Ketchuma, wtłoczona w polską małomiasteczkową mentalność.

Zastanówcie się dwa razy, zanim sięgniecie po tę książkę. Mówię poważnie. Rozważcie to, czy naprawdę tak bardzo chcecie ją przeczytać.

I nie chodzi o to, że Chmielewski pisze źle, że pisać nie potrafi. Wręcz przeciwnie. Pisze dosadnie, mocno, rzeczowo. Ma dobry styl, który doskonale pasuje do tematyki powieści. Ale problem w tym, o czym pisze.

Złe was zdepcze. Wbije się wam w psychikę niczym rozżarzony kolec i długo nie będziecie w stanie się otrząsnąć. A jeśli wydaje się wam, że przesadzam z melodramatycznością opisu... to śmiało. Przeczytajcie Złe. Na własną odpowiedzialność.

Złe to opowieść o jednym dniu rodziny Jasińskich. Dwadzieścia cztery godziny, które zdają się być wiecznością, bo tylko wieczność zdolna by była pomieścić tyle cierpienia, tyle okrucieństwa czynionego człowiekowi przez drugiego człowieka. To powieść o niekochaniu i niemocy wobec tego niekochania, które przeradza się w brutalność. To opowieść o oprawcy i jego ofiarach, tych najbardziej niewinnych. I o przypadkowych uczestnikach dramatu, nieco bezwolnych przez splot zdarzeń ale i przez własne zaniechanie, przez brak reakcji. Może i to opowieść o nas samych, o tym, czego widzieć nie chcemy, czego usilnie nie słyszymy zza ściany?

 

Książka Chmielewskiego to powieść obyczajowa, która otumania swoją brutalnością. Ale nie jest to brutalność komiksowa, przerysowana, przejaskrawiona. Dawid Kain słusznie dostrzega podobieństwa pomiędzy tą powieścią, a prozą Ketchuma. Obydwaj w nadzwyczaj umiejętny sposób obnażają patologię ludzkiej natury i wygrzebują na światło dzienne grzechy porządnych, czy zwyczajnie przeciętnych rodzin, gdzie zgnilizna toczy za zamkniętymi drzwiami mieszkań, domów... A koszmary, jakie mają tam miejsce zdają się sennym majakiem, choć podświadomie zdajemy sobie sprawę, że niestety często są rzeczywistością. W tej powieści Chmielewski podejmuje się tematyki, z jaka Ketchum mierzył się w Jedynym dziecku. I szczerze - nie wiem, który poradził sobie z tym lepiej. Z całą pewnością Złe to zobrazowanie problemu przez pryzmat szarej, polskiej małomiasteczkowej mentalności, z której postkomunistycznego marazmu wiele mieścin nadal, po latach nie może się wyrwać.

Chmielewski opisuje cierpienie. Nie tylko fizyczne, które - choć trudne - bohaterowie zapewne dali by radę jakoś przetrwać. O wiele gorsze do udźwignięcia są cierpienia psychiczne, które pustoszą i pozostawiają puste, pozbawione emocji, okaleczone powłoki. W których już chyba nawet nie ma miejsca na nienawiść. Tylko bezsilność i rezygnacja.

 

Zaczynając czytać Złe miałem wrażenie, że autor przesadza z wulgarnością; że język powieści jest zbyt dosadny, zbyt brudny. Jednak z każdą stroną, kiedy ukazywał mi się szerszy obraz prezentowanej przez twórcę historii, zaczynałem akceptować ten styl, to słownictwo, jako adekwatne dla świata przedstawionego. Owszem, nie jest to z całą pewnością powieść w odbiorze przyjemna. Ale historia opowiadana przez Chmielewskiego sama w sobie jest ohydna, brudna, szokująca. Zawiera w sobie tyle zła i tyle patologii, by można było obdarzyć nimi kilka książek. Paradoksalnie - ten zabieg się sprawdza. Pozorne przejaskrawienie okazuje się jedynie bezwzględną dokładnością, precyzją przedstawienia faktów i zdarzeń, o jakich na co dzień nie myślimy, nie chcemy myśleć. Nie chcemy wiedzieć, pamiętać. To świat, który jest nam nie tyle obcy, co oddzielony od nas grubą szybą komfortu i bezpieczeństwa naszych ułożonych życiorysów.

 

W powieści nie ma pozytywnych bohaterów. Kogoś, kogo naprawdę dałoby się polubić. Kogoś, kogo moglibyśmy uznać za dobrego ducha historii. Takiego, co daje nadzieję na pozytywne - jakkolwiek - zakończenie. Choć przez moment może się wydawać, że jedna z postaci okaże się tym przysłowiowym rycerzem, tym jedynym szlachetnym, to jednak nie udźwignie ciężaru całej sprawy, stając się mimowolną ofiarą własnego zaniechania. W powieści Złe nie mamy co oczekiwać happy-endu, bowiem w realnym świecie ich nie ma, bądź rzadko się zdarzają. Ofiary pozostają ofiarami, oprawców może i spotyka kara, ale okupiona tak niewyobrażalnym cierpieniem, że owa kara staje się nijak nie współmierna do przewiny. A najgorsi są ci, którzy stoją z boku. Bo mogli, bo mieli szansę, a niejednokrotnie i obowiązek zareagować. I co? I nic. Wygodniej, bezpieczniej nie wiedzieć, bądź udawać, że się nie wie, nie dostrzega, nie rozumie sygnałów.

 

Złe to nie książka dla wszystkich. Jeśli wolicie widzieć świat w ciepłych barwach pozytywnych zdarzeń, gdzie ludzie są dobrzy i to dobro do nich wraca , to lepiej grzecznie odłóżcie tę powieść na półkę. Ale jeśli chcecie zobaczyć świat bez ubarwień, tak, jaki jest w rzeczywistości - to polecam. Mimo, że nie jest to lekka proza, to powinniście ją przeczytać. Zmierzyć się z obrazem tego, do czego prowadzić może obojętność. Nasza obojętność wobec tego, co może dziać się wokół nas.


Powieść Chmielewskiego to najcięższa rzecz, jaką czytałem w tym roku. Brudna, ciężka, szokująca. Długo nie mogłem się pozbierać. Ale czasem tak bywa z literatura przez duże L. Wzbudza emocje, niejednokrotnie skrajne.


Mariusz "Orzeł" Wojteczek

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij