Przejdź do sklepu
Logo

Wywiad z Alkiem Rogozińskim

Barbara Jabłońska-Cymara
Data recenzji:
Wywiad z Alkiem Rogozińskim

"Pisząc książkę nigdy nie myślę o tym, kto ją będzie czytał (...) Piszę dla siebie"

BJC dobry film i jeszcze lepsza książka i Alek Rogoziński dla portalu RzeczGustu w dobrym guście, czyli odrobina wariactwa w tym pędzącym świecie!

Dziś zapraszam Was na wywiad z osobą, która bawi, która potrafi znaleźć pozytywne rzeczy w negatywnych sprawach. Alek Rogoziński – człowiek, który nie boi się celebrytów, ani kolegów po fachu. Zapraszam!


Pierwsze pytanie na rozgrzewkę, oczywiście bardziej dla Ciebie niż dla mnie, bo ja dopiero co skończyłam czytać Do trzech razy śmierć. Mawiają, że każdy autor ma swoje „5 minut”. Jak je wykorzystać, żeby odnieść sukces?

Nie należy go wykorzystywać w ogóle, a raczej zrobić wszystko, aby 5 minut zamienić w kwadrans, ten w pół godziny, a potem już ostro walczyć o całą dobę… To tak jak w życiu. Kiedy byłem znacznie młodszy lubiłem przygody na jedną noc, teraz cenię sobie długi, stabilny związek. Taki chciałbym mieć z pisaniem. A czy to się uda, zobaczymy.


Czy po publikacji Ukochany z piekła rodem wiedziałeś, że chcesz nadal pisać komedie kryminalne, czy może jak niektórzy to robią chciałeś zmienić gatunek?

Mój plan od początku był jasny: chcę pisać komedie kryminalne, ale jeśli ktoś zaproponuje mi jakiś „skok w bok”, to zawsze to rozważę. Tak też się stało – moje książki to kryminały na wesoło, ale przez ostatnich kilka miesięcy przyjąłem zaproszenie do napisania historii wigilijnej i opowiadania do antologii firmowanej przez Janusza Leona Wiśniewskiego.


W swoich książkach poruszasz świat znanych i lubianych – lub tych mniej, ale w każdym razie nie boisz się krytyki tych znanych?

To nie do końca jest tak… Od tych znanych i lubianych, którzy występują w moich powieściach pod swoim imieniem i nazwiskiem (jak choćby Tomek Ciachorowski czy Ada Fijał), dostałem na to zgodę. Co do innych staram się ich tak zakamuflować, aby czytelnik nie był pewny: „to on czy nie on?”. Nie chcę się z nikogo złośliwie nabijać, ani też sprawiać komukolwiek przykrości. Dlatego staram się wykorzystywać czyjeś zabawne czy oryginalne cechy, a nie wprowadzać go do książki jako postaci. Bohaterowie powieści powstają w mojej głowie, ale ich zachowania czy powiedzonka czasem biorą się z tego, co udało mi się zaobserwować.


Piszesz komedie kryminalne, bawisz ludzi, sprawiasz, że ich szary dzień staje się barwny, ale jak sam poprawiasz sobie humor?

Kiedyś moją ulubioną odskocznią od rzeczywistości, która – jak wiemy – czasem mocno zgrzyta, była muzyka. Mam kolekcję kilku tysięcy płyt i zawsze znajdzie się tam jakaś, która poprawi mi nastrój. Ostatnio jednak częściej relaksuję się, oglądając seriale. Kilka odcinków Gotowych na wszystkoPrzyjaciół czy 30 Rock i od razu trochę mi na duszy raźniej.


W mojej recenzji Do trzech razy śmierć napisałam: Dwie pierwsze okładki wyróżniały się sylwetką odwróconej kobietą, dwie kolejne oszałamiającymi szpilkami. Nie wiem, czy ta zmiana była zamierzona, czy jest to prywatny fetysz autora - może sam się wypowie…”, a więc?

Myślę, że to raczej fetysz osób, grafików i graficzek, którzy je stworzyli. Oczywiście, autor ma jakiś wpływ na okładkę, ale jego głos nigdy nie przesądza o ostatecznym jej projekcie. A co do fetyszy, miewam różne, ale ponieważ ten wywiad mogą czytać też nieletni, to nie zamierzam nikogo gorszyć. Zresztą, co jak co, ale akurat fetysze erotyczne warto zachować dla siebie i swojej partnerki/partnera.


Odnoszę wrażenie, że Twoje książki do tej pory były kierowane do kobiet. Od ostatniej książki, a co za tym idzie wraz z nową serią mam wrażenie, że chcesz też dotrzeć do męskiego grona czytelników. Czy to miało tak być, a może źle interpretuję przekaz?

Pisząc książkę nigdy nie myślę o tym, kto ją będzie czytał. Nie chcę zabrnąć w kozi róg, czyli tworzenia na potrzeby „określonego targetu”. Gdy kiedyś złapię się na myśli w stylu: „Teraz napiszę książkę dla mężczyzn po 40-tce, z sumiastym wąsem i dużym piwnym brzuchem, lubiących BMW i piłkę nożną, a potem coś dla kobiet z farbowanymi na platynowy blond włosami, noszących białe kozaczki do skórzanej mini, mówiących do swojego ukochanego „misiu” i kochających twórczość Zenka Martyniuka”, to uznam, że pora zakończyć moją przygodę literacką.


Więc, dla kogo tak naprawdę pisze Alek Rogoziński? Dla przyjaciół, ukochanej, a może dla rodziców? 

Banalnie prosta odpowiedź: dla siebie. A że ktoś też chce wejść w ten mój wymyślony świat i razem ze mną się w nim dobrze bawić, to zawsze dla mnie ogromna przyjemność!


Co sądzisz o blogerach, którzy piszą recenzje Twoich dział? Lubisz z nimi pisać o książkach i słuchać ich uwag, czy tylko czytasz recenzje i rozmawiasz z tymi, którzy czymś Cię zaskoczyli?

Na początku lubiłem czytać recenzje, teraz już mniej. Wcześniej dyskutowałem też z blogerami o ich opiniach, w których coś mnie zabolało, teraz unikam tego jak ognia, bo niestety miałem pecha i trafiłem na osoby, które na wszelkie uwagi zareagowały bardzo toksycznie. Cóż, skoro ktoś uważa, że pozjadał wszystkie rozumy, to nie ma co marnować czasu na próby dyskusji. Mam za to grono blogerów, o których wiem, że piszą od serca i są w swoich opiniach szczerzy, tudzież nie obrażą się śmiertelnie, jeśli na coś zwrócę im uwagę. To profesjonaliści, znawcy swojego fachu, wiedzący czym się różni rzetelna krytyka od niepotrzebnego krytykanctwa. Z ich opiniami się liczę, a uwagi – starannie rozważam. Niestety, w tych czasach blogerem może zostać każdy i to niestety daje się odczuć. Jeśli więc trafiam na wpis, którego autor(ka) powinien czym prędzej wrócić do pierwszej klasy szkoły podstawowej, aby jeszcze raz zacząć zgłębiać zasady gramatyki i ortografii języka polskiego, albo czytam recenzję kogoś, kto jest dumny z faktu, że nie opanował sztuki savoir-vivre'u, to w ogóle się już nie przejmuję. Mam za to ubaw, obserwując niektóre rodzaje blogerów. Na przykład bloger-masochista. Nie podoba mu się jedna książka jakiegoś autora, ale sięga po drugą. Też mu się nie podoba, ale – cierpiąc jak potępieniec – bierze się i za trzecią. I, cóż za szok!, też mu się nie podoba, więc z żelazną konsekwencją żyły sobie wypruje, a czwartą też przeczyta. Naprawdę mi takich szkoda. Ja na ich miejscu nie traciłbym czasu na coś, o czym wiem, że mi się nie spodoba. Albo bloger-esteta. „Książka mogłaby w sumie być, ale autor mi się nie podoba, bo jest gruby”. Zdarzają się tacy, serio. Albo bloger-asekurant. Nie chce podpaść jakiemuś wydawnictwu, więc pisze - „książka mi się nie podoba, ale moje ukochane wydawnictwo nie mogło się mylić wydając ją, więc na siłę wynajdę jakieś plusy”. Albo bloger-podlizywacz. „Dam dobrą recenzję, bo jak ewentualnie kiedyś sam napiszę książkę, to wtedy poproszę, żeby ten autor też ją polecił”. Takich typów jest więcej. Nie będę zdradzał wszystkich, bo planuję napisać kryminał, którego bohaterami będą blogerzy. I to będzie moja słodka zemsta na niektórych…


Z tego co się orientuję, ale popraw mnie proszę jeśli się mylę, nie ma jeszcze filmu na podstawie żadnej Twojej książki. Ale jeśli miał byś wybrać, którą pierwszą być zarekomendował filmowcom/producentom?

Jak Cię zabić, kochanie?. W kilku recenzjach przeczytałem, że ta powieść to gotowy scenariusz. Zobaczymy, czy ktoś go zechce przenieść na ekran. Może Patryk Vega? Panie Patryku, co pan na to?!


Jakiej muzyki słuchasz? I czy słuchasz muzyki przy tworzeniu książki?

I tu mnie masz, bo ja słucham WSZYSTKIEGO, poniekąd trochę prostytuując umiejętność słuchania. Kocham Madonnę, moim idolem od zawsze jest Jim Morrison, uwielbiam Kate Bush, Mylene Farmer, Jeffa Buckley'a i Prince'a. Byłem na 11 koncertach Ałły Pugaczowej i uważam, że na scenie nie ma sobie równych. Z przedstawicieli młodszego pokolenia fascynują mnie Lana Del Rey i James Blake. Relaksuję się przy Elli Fitzgerald, Julie London czy Sade, ale czasem lubię też „łojenie” - Type O'Negative, The Killers, Pearl Jam czy Nine Inch Nails. A z naszego podwórka od lat jestem wiernym fanem Ani Jopek. Lubię, też prywatnie, Beatę Kozidrak, zwłaszcza z pierwszych płyt Bajmu z lat 80. i jej solowych krążków. A gdy chcę oderwać się od rzeczywistości – sięgam po muzykę poważną.


Wiem, że kochasz podróże. Potrafisz wymienić trzy miejsca, które Cię zaskoczyły pozytywnie lub negatywnie?

Mistycznym miejscem jest dla mnie Jordania. Od znakomicie zachowanego miasta starożytnych Nabatejczyków czyli Petry, poprzez Morze Martwe, aż po księżycowy pustynny pejzaż doliny Wadi Rum, każdy dzień spędzony tam był dla mnie najpiękniejszą baśnią i nie przeszkadzał mi nawet fakt, że wchodząc wieczorem do hotelu, musiałem przechodzić przez elektroniczną bramkę, sprawdzającą, czy oby nie wnoszę ze sobą bomby. To niespokojne miejsce, ale warte odwiedzenia. Uwielbiam też leniwy klimat Portugalii. Lizbona jest miastem, w którym – gdyby ktoś mi tam zaproponował pracę – zamieszkałbym natychmiast bez chwili wahania. Bardzo lubię też Berlin. To wspaniałe miejsce, gdzie w praktyce można zobaczyć, co oznaczają słowa „tolerancja” i „różnorodność”. Ostatnio jechałem tam S-Bahnem, czyli tamtejszą szybką koleją miejską, i patrzyłem jak naprzeciw siebie siedzą przedstawiciele dwóch różnych światów. Na jednym siedzeniu ubrany w długi czarny skórzany płaszcz nastolatek z niezliczoną ilością kolczyków i tatuaży, twarzą ozdobioną ciężkim gotyckim makijażem, szkłami kontaktowymi zamieniającymi jego oczy w dwa czarne punkty i na pół wygoloną głową. A vis a vis niego starsza, siwiutka pani w eleganckim kompleciku od Chanel, starannie ułożoną fryzurą, idealnym make-upie i z piękną cekinową torebką. Żadne nie zwracało na drugie uwagi. Jechali, pogrążeni w swoich myślach, po czym na którymś przystanku powiedzieli sobie „dziękuję, do widzenia”. Ta scena uświadomiła mi, jak wiele jeszcze do przepracowania przed nami, ludźmi, którzy – jako naród – każdą odmienność uważają za coś groźnego, szkodliwego, a przede wszystkim wymagającego skomentowania. „Żyj i pozwól żyć innym”, to piękne hasło, które u nas, niestety, od lat jakoś nie znajduje zbyt wielu fanów. A szkoda. A co do miejsc, które mnie rozczarowały... Za każdym razem wracam chory z Grecji. To, jak Grecy pozwalają niszczeć swoim zabytkom, woła o pomstę do nieba! Waląca się z wolna, a niegdyś przecież tak urokliwa wenecko-parysko-londyńska starówka miasta Korfu, zaniedbana do granic wytrzymałości Kreta, brudne, sypiące się Ateny… Wstyd, wstyd, wstyd.


Trzy, bo Do trzech razy śmierć, czy ta liczba jest twoją ulubioną, czy przez przypadek się pojawia w najnowszej powieści?

Jestem numerologiczną piątką i to najlepsza odpowiedź na to pytanie. A trójka w tytule wzięła się od powiedzenia „do trzech razy sztuka”. Ot, taka zabawa słowami.


Filolog, dziennikarz, pisarz. Podróżnik, wielbiciel muzyki i fan historii Cesarstwa Rzymskiego. Czy zdania o tobie formułowane po trzy cechy są przypadkowe?

Dopiero Ty zwróciłaś mi na to uwagę. Hmmmm… Będę musiał to chyba przemyśleć :)


Jesteś kolejnym żywym dowodem, że w życiu nie należy się ograniczać, że pasja nie zawsze łączy się z pracą zawodową. Rozwój osobisty jest bardzo ważny, ale jak Ty znajdujesz czas na wszelkie swoje aktywności? Kiedy śpisz?

No właśnie ostatnio kiepsko u mnie z czasem wolnym. Już nawet moja pani okulistka powiedziała ostatnio do mnie: „Panie Aleksandrze, opuchnięte górne powieki, oczy całe przekrwione, niech pan trochę zwolni i odpocznie”. Chyba będę się musiał zastosować do tej rady. A z drugiej strony, mam wrażenie, że im jestem starszy, tym czas biegnie coraz szybciej, i szybciej i mam go w związku z tym coraz mniej do wykorzystania. Kiedyś byłem strasznym leniem i marnowałem tyle chwil, że teraz moje sumienie każe mi to nadrabiać.


Gdzie w tym całym natłoku pracy znajdujesz czas dla rodziny i przyjaciół? 

Na szczęście nie mam licznej rodziny :) Przyjaciół nieco zaniedbuję, to fakt. Na szczęście są wyrozumiali. Ja też staram się taki być.


Czy Oni – rodzina lub przyjaciele – mówią Ci lub piszą, że „zaś opisałeś mnie”, lub „czyś Ty zgłupiał do reszty”? Czy Oni wiedzą, że o nich piszesz, a może jednak to tylko fikcja literacka?

Zawsze ich pytam o zgodę, więc nie mogą się za bardzo czepiać :) A tak serio, uwielbiam swoich przyjaciół i nigdy bym ich nie opisał inaczej niż tylko w pozytywny sposób. No, najwyżej czasem w dobrotliwy sposób uwypuklę jakąś ich zabawną cechę. Oczywiście, mówię o tych prawdziwych przyjaciołach. Bo przygoda z pisaniem pokazała mi, że nie wszyscy, których uważałem za pozytywnie do mnie nastawionych, w istocie takimi byli. Jeden kumpel, z którym znałem się od kilkunastu lat, wykosił mnie z Facebooka (a to przecież najgorsze, co w tych czasach można zrobić!) tuż przed premierą mojej pierwszej książki. Bez słowa wyjaśnienia, bez żadnego „kończę znajomość, bo...”. Czegoś takiego nie lubię, bo skoro już zostałem skazany, to niech się przynajmniej dowiem, jaka była moja „zbrodnia”. Były też i inne przykre przypadki, które staram się jak najszybciej wyrzucić z pamięci, bo po co się nimi frustrować. Jedno jest w każdym razie pewne – od paru lat uczę się ostrożności w kontaktach z ludźmi i tego, żeby nie brać za dobrą monetę słów „lubię cię” wypowiedzianych przez osoby, których czyny wskazują na coś zupełnie innego. Za stary jestem, żeby się nabierać na miłe słówka. Znam też przypadki, te już w świecie literackim, kiedy ktoś zaprzyjaźniał się z kimś popularnym tylko po to, aby się przy jego boku wylansować, a jak osiągnął swój cel, to zrywał kontakt. Nie znoszę takiej obłudy i hipokryzji. Dlatego z dystansem podchodzę do osób, które koniecznie i na siłę chcą się ze mną zaprzyjaźnić. Poza tym wierzę w coś takiego jak „dobra chemia”. Czasem jest tak, że poznajesz kogoś i po kilku minutach masz wrażenie, że znacie się pół życia. Tak miałem na przykład z Anią Sakowicz, znakomitą pisarką, a prywatnie fantastyczną, mądrą i ciepłą kobietą.


Jak Ty sam zachęciłbyś ludzi do przeczytania Do trzech razy śmierć?

Powiedziałbym: „Mam nadzieję, że ta książka sprawi, że choć kilka razy się pod nosem uśmiechniecie”. Przyznasz, że to i tak wiele w tych coraz bardziej smutnych czasach.


Czy Ty też uważasz, że czytanie zamiera? Dlaczego?

Bo mamy na nie coraz mniej czasu. Jesteśmy coraz bardziej zabiegani, zestresowani, zmęczeni. Widzę to po sobie. Kiedyś czytałem kilkanaście książek miesięcznie, teraz kilka, czasami nawet jedną, dwie. Poza tym dla wielu osób nie do przejścia jest też cena. Książki powinny być tańsze. Dobrze, że pojawiły się księgarnie internetowe, które mają mniejsze marże. 23-24 złote za książkę liczącą 300-400 stron to rozsądna cena. 40 złotych to trochę za dużo... Tym bardziej, kiedy pisarze dostają 2-3 złote za sprzedany egzemplarz!


Ulubiona książka Alka Rogozińskiego to…?

Mam taką swoją trójkę ulubionych powieści: Przygody dobrego wojaka Szwejka Jaroslava Haska, Całe zdanie nieboszczyka Joanny Chmielewskiej i Władca Pierścieni Tolkiena. Każda inna i każda perfekcyjna!


BJC dobry film i jeszcze lepsza książka oraz RzeczGustu to strony nie tylko o książkach, więc nie byłabym sobą, gdybym nie spytała na zakończenia o ulubiony film. A więc: Jaki film lub serial polecił byś swoim wiernym czytelnikom?

I podobnie jak w przypadku muzyki zaczęliśmy temat-rzekę. Bo ja najchętniej zamieszkałbym w kinie! I trudno mi wybrać jeden film lub serial. To może taka moja złota piątka (choć i takie ograniczenie będzie dla mnie męką). Zacznijmy od filmów. Mój absolutnie ukochany to Pokój z widokiem, znakomita ekranizacja powieści E.M.Forstera w reżyserii Jamesa Ivory ze znakomitymi kreacjami Maggie Smith, Judi Dench, Juliana Sandsa i Heleny Bohnam Carter. Dalej Pocztówki znad krawędzi - film nakręcony na podstawie książki napisanej przez nieodżałowaną Carrie Fisher i opowiadający historię niełatwej relacji, jaką miała ze swoją mamą, też już świętej pamięci, Debbie Reynolds. Na ekranie znakomicie wcieliły się w nie Meryl Streep i Shirley McLaine. Trzeci polecany przez mnie obraz to Erin Brockovich - popis gry aktorskiej Julii Roberts, która za rolę w tym dramacie zdobyła nominację do Oscara. Nie byłbym sobą, gdybym w tym zestawieniu nie umieścił pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen, tej z lat 70. i 80. z Carrie Fisher, Markiem Hamillem i Harrisonem Fordem. I wreszcie piąty w tym moim zestawieniu niechaj będzie znakomicie napisany specjalnie pod Helen Hunt i Jacka Nicholsona komediodramat Lepiej być nie może. A co do seriali. Wspomniałem już o Przyjaciołach i Gotowych na wszystko, ale uwielbiam też sensacyjne Białe kołnierzyki z genialnym Mattem Bomerem, okraszone typowo brytyjskim humorem Absolutely Fabulous i najbardziej oryginalną serię wszech czasów czyli słynne Lost. I żeby nie było, że cudze chwalę, a swojego nie – kocham też starsze polskie seriale - Alternatywy 4, Czterdziestolatka i Wojnę domową.


Za rozmowę dziękuję Alkowi. Życzę dalszych sukcesów i mam nadzieję, że do zobaczenia! ;)

 

 

 

 

rozmawiała Barbara Jabłońska-Cymara

PRZEJŚCIE DO SKLEPU
© Portal o kulturze RZECZGUSTU
W związku z nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że nasz serwis internetowy wykorzystuje pliki cookie.

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu oraz zbierania informacji dotyczących odwiedzin na stronie. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zamknij